O drodze w bezmięsną dżunglę

Trochę przerwy było, bo duży ferment zasiany w mojej głowie 🙂

Od 14 maja nie jem mięsa. Tak postanowiłam i tak się stało. Ogólnie rzecz biorąc to nigdy nie jadłam go dużo (od czasu do czasu salami na pizzę, boczek do spaghetti carbonara, no i of course w domu – rodzice są na maxa mięsożerni). Od dłuższego czasu jednak flirtowałam z wegetarianizmem – pracowałam przecież cztery lata w barze wegetariańsko- wegańskim. Tak, zgadza się, jeśli chciałabym schudnąć za pomocą diety, na pewno nie byłaby to dieta Dukana 🙂
Zdarzyło się jednak, że w niedzielę, 13 maja obejrzałam w internecie film “Earthlings”. Wstrząsnął mną, zresztą każdy tego typu film wstrząsa, bo taki jest jego cel. Naprawdę, po obejrzeniu takich scen trudno patrzeć tak samo na schabowego, jak kiedyś.
Minęło parę dni, poczytałam w necie trochę więcej i zrozumiałam, że żeby nie być obłudnym wobec siebie i swoich poglądów, to należy przejść na weganizm, nie wegetarianizm. Co z tego, że nie jem mięsa, jeśli ciągle np. piję mleko od krów, które są faszerowane hormonami? Tego typu wątpliwości mam do teraz i powoli, stopniowo rezygnuję z produktów odzwierzęcych (moje ukochane kefiry, sery pleśniowe, mozarella etc.). Przejście na weganizm jest trudne, zwłaszcza jeśli było się czynnym mięsożercą – to na szczęście nie moje zmartwienie. Mimo to jest ciężko momentami, bo jestem przyzwyczajona do serów. Wierzę jednak, że te zmiany mają swój sens i są dobre. Weganie generalnie są zdrowsi 🙂 bo nie spożywają tylu niedobrych tłuszczów i nabiału, który niekoniecznie musi mieć pozytywny wpływ na nasze ciało. Mają niższy zły cholesterol (bo ten właśnie rośnie od produktów odzwierzęcych), rzadko bywają otyli. Mówię tu oczywiście o zdrowej diecie wegańskiej – bo można nie jeść mięsa, ale wcinać pączki/chipsy/słodycze na potęgę. Trzeba uważać :).

Mój wegetarianizm/weganizm ciągle raczkuje – nie zwracam jak na razie uwagi na żelatynę wieprzową (w sumie nie jadam galaretek ani jogurtów), na lecytynę sojową (rzadko jem czekolady i tego typu słodycze), dziś zjadłam rosół ugotowany na mięsie (nie miałam serca uświadomić tego mamie), nie wyrzucę mojej kurtki skórzanej. Już trudno – następnym razem będę wiedzieć, nie dajmy się zwariować.

Nie mam zamiaru nikogo namawiać do przejścia na wegetarianizm czy weganizm – to Wasza sprawa, co jecie. Myślę jednak, że warto zobaczyć film Earthlings (tu link – klik ) i warto choć trochę poczytać o tym, bo to naprawdę otwiera oczy na wiele kwestii.

PS: Ku pamięci – tak, ryby to też mięso. “Owoce morza” też.

bez cukru – to jest dopiero życie!

Jakiś tydzień temu, zainspirowana pewnym fantastycznym witariańskim blogiem (polecam!), postanowiłam, że nie będę jeść białego, rafinowanego cukru. Nie żebym wcześniej zjadała go w astronomicznych ilościach, ale jednak – był obecny w mojej diecie (często spożywałam go nieświadomie, o czym później).
Dlaczego nie warto jeść białego cukru? Oto, czego dowiedziałam się z wymienionego wcześniej bloga:

1. Cukier dostarcza pustych kalorii
2. Wypłukuje z organizmu witaminy i minerały (żeby strawić cukier, organizm mobilizuje wapń, sód, potas, magnez i inne- przez co te składniki ubywają z naszego ciała, pojawiają się niedobory, psują się zęby, kości itp.)
3. Nadmiar cukru magazynowany jest w miejscach takich jak biodra, uda, brzuch (już wiem, skąd tyle chętnych kobiet na zajęcia typu BPU 😉 )
4. Cukier upośledza też inne nasze narządy – mózg, nerki, wątrobę
5. Co najgorsze – cukier uzależnia, tak samo jak nikotyna czy alkohol. Niestety, jesteśmy do niego przyzwyczajani od najmłodszych lat.

Co zawiera biały cukier?
– chleb (!)
– jogurty “owocowe” i wszelkie inne desery jogurtowe, serki homogenizowane
–  lody
– słodycze
– gotowe dania
– napoje gazowane, napoje energetyczne, część soków
– chipsy inne niż solone
– gotowe musli, płatki “fitness”
– fast-food

…i wiele, wiele innych produktów, których teraz nie jestem w stanie sobie przypomnieć.

Jak widać, sprawa jest poważna. Co można zrobić żeby zminimalizować/wyeliminować biały cukier ze swojej diety? Przede wszystkim zacząć czytać etykiety – co jest w składzie produktu, który chcę kupić. Spójrzmy na czekoladę – tam praktycznie zawsze na pierwszym miejscu jest cukier – co oznacza, że jest go najwięcej. Ja zaczęłam dodatkowo (już jakiś czas temu):
– gotowe musli zamieniłam na płatki owsiane górskie – robię owsiankę, dodaję orzechy, suszone owoce
– chipsy – staram się jeść tylko solone 🙂
– z napojów gazowanych – tylko woda, energetyków nie ruszam, soki tylko 100%
– obiady gotuję głównie w domu
– jeśli mam ochotę na fast food, robię frytki w piekarniku lub przyrządzam je sama, krojąc ziemniaki
– kupuję chleb w dobrych piekarniach, a od dziś piekę także sama (o tym w następnym wpisie)
– zrezygnowałam z lodów i słodyczy – zamiast tego mam zamiar przyrządzać domowe smakołyki. Oto, co udało mi się stworzyć dziś:

Są to domowe lody. Bazą jest witariański przepis na budyń czekoladowy – 4 łyżeczki kakao, dwa średnie banany, jedno dojrzałe awokado i woda. Ja dodałam jeszcze wiórki kokosowe. Całość zmiksowałam w blenderze i zamroziłam. Mniam! Jest oczywiście mało słodkie (można dodać np. stewii, melasy, albo innego dobrego cukru :).

Temat życia bez cukru będzie się tu regularnie pojawiał, ponieważ chciałabym się dzielić moimi pomysłami na potrawy/desery bezcukrowe oraz wrażeniami po kolejnych tygodniach takiej diety.

J.

Oda do placków ziemniaczanych

Nadchodzi sobota – a ja robię placki ziemniaczane.

Ważne jest, żeby dostać na targu duże ziemniaki – żeby się łatwiej tarło. Wybieram tarkę z grubym oczkiem – wtedy paseczki ziemniaka się tak cudownie spieką i są chrupiące. Po starciu odpowiedniej ilości bulwy solę i odstawiam na  jakieś 15 minut, żeby puściła sok. Wtedy odciskam jego nadmiar, jeszcze raz trochę solę, dodaję pieprzu, czosnku, papryki, ze dwie łyżki mąki. Mieszam dokładnie i kładę łyżką po trochu, formując placuszki, na rozgrzany olej oczywiście. Smażę z obu stron na jasnobrązowo. Odsączam nadmiar tłuszczu (!).

M każe poinformować, że on lubi cienkie i mocno wypieczone placki – takie więc smażę dla niego 😉

Co można dodać do takich placków? Puryści, tacy jak mój tatuś, jedzą je solo, ewentualnie popijając maślanką. Ja lubię podawać je z czymś, co trochę je ożywi, odtłuści – jak np. jogurt sojowy z przyprawami lub sałatka (sałata zielona, pomidorki koktajlowe, papryka, ogórek). Dobrym pomysłem jest też dodanie do masy ziemniaczanej innego składnika – jak pieczarki, marchew, papryka czerwona, cukinia.

Nie oszukujmy się, placki to nie jest danie niskokaloryczne. Ziemniak jest warzywem, które po usmażeniu ma bardzo wysoki indeks glikemiczny. i z pewnością zdążył wchłonąć dużo tłuszczu na patelni.
Jeśli będziemy jeść placki codziennie, to prędzej czy później przybierzemy na wadze, a nasz żołądek się wkurzy. Myślę jednak, że raz na tydzień parę placków nie zaszkodzi, a jeśli podamy do nich czosnkowy sos z nerkowców i sałatkę z pomidorów i papryki (witaminy, enzymy, minerały), to uda się zniwelować zgubne skutki jedzenia tego, co smażone i złe (w tym przypadku placków ziemniaczanych).

Jeśli ktoś (tak jak ja) uwielbia jeść chipsy ziemniaczane, to może potraktować jedzenie od czasu do czasu placków jako zdrowszą alternatywę. Dlaczego zdrowszą? Bo widzimy, co jemy – sami to przyrządziliśmy. Wiemy, ile dodaliśmy oleju (oraz że go trochę odsączyliśmy), czy jakie są składniki.

Idąc tym tropem, można pokusić się o przyrządzenie domowych chipsów. Jest to trochę bardziej czasochłonne, dlatego jak na razie ograniczam się do placków. Kto wie, może któregoś dnia rozpocznę produkcję domowych lay’sów 🙂

J.

Na początku było słowo…wstępne

Dobry wieczór 🙂

Wydaje mi się, że większość z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielką rolę w naszym życiu odgrywa jedzenie. A to przecież przez odpowiednie jedzenie możemy wyleczyć się z choroby. Możemy schudnąć. Możemy poczuć się lepiej. Możemy sprawić, że zmniejszy się cellulit 🙂
Złe jedzenie natomiast doprowadza nas do śmierci – to stwierdzenie może wydać się przesadą, ale moim zdaniem tak właśnie jest. To jedzenie przecież (i oczywiście tryb życia, często powiązany z tym, co jemy) odpowiada za nadciśnienie, cukrzycę, nagromadzenie toksyn i tak dalej.
A co jeśli ktoś lubi jeść? Ja uwielbiam – i muszę się przyznać, że myślę o tej czynności bez przerwy (jestem pewna, że we śnie też). Czy żeby być zdrowym, jesteśmy skazani na rygorystyczną dietę do końca życia? W pewnym sensie tak – ale taka “dieta”, którą raczej określiłabym stylem życia, może być bardzo smaczna i niekoniecznie ograniczająca – wystarczy zrozumieć co jest dobre dla naszego brzucha i reszty, a co nie.

Od paru lat żywo interesuję się tematyką zdrowego odżywiania się, żywności ekologicznej, lokalnej, żywności wpisującej się w nurt slow-food. Informacji na ten temat jest ogrom, trzeba dobrze wybierać, żeby nie zwariować. Warto się tym interesować – naprawdę. Warto czytać etykiety produktów. Warto wiedzieć, co jest w jogurcie, który chcę właśnie kupić (tak, to ukłon w stronę pani Kasi Bosackiej 🙂 ).

Chciałabym, żeby ten blog przede wszystkim dawał mi motywację do ciągłego poszukiwania informacji, próbowania nowych potraw, gotowania dobrych posiłków. Jeśli i Wy przy tym będziecie się dobrze bawić – to świetnie 🙂

PS: Ponieważ jest piątek, a jak wiadomo “piątek – tygodnia koniec i początek” – czas imprez i picia piwa z przyjaciółmi – polecam piwo lokalne, aktualnie moje ulubione:  Śliwka w Piwie 🙂

J.