co jedzą weganie? cz.1 śniadania

Mój chłopak jest świetny – nie dość, że podsuwa mi ciągle pomysły (m.in na blogowe tematy), to jeszcze potrafi mnie niesamowicie rozbawić (od około 15 minut próbuje wymówić poprawnie “szedł Sasza suchą szosą” – co chwilę się myli, a ja umieram ze śmiechu:) ). To, o czym chciałam napisać dziś, jest też propozycją mojego M. Powiedział, że jeśli ma się stosować do diety wegańskiej, to musi mieć plan – bo bez niego będzie jadł byle co. Pomyślałam więc, że i mój blog może na tym skorzystać 🙂
Chciałabym poniżej zaproponować moje propozycje na posiłki i przekąski (część z nich dostarczyła mi moja vegan buddy – Jagna  – dzięki! 🙂 )

Śniadania: najczęściej jem owsiankę (płatki górskie namoczone dzień wcześniej – na noc, rano odlewam resztę wody, dodaję mleko sojowe/ryżowe/migdałowe, rodzynki, słonecznik, pestki dyni i co jeszcze mam – może być żurawina, daktyle, figi, orzechy (wcześniej namoczyć!). Gotuję całość chwilę, pod koniec albo już do miseczki dodaję owoce – jakie tylko mam 🙂 najczęściej banany, ale mogą być jakiekolwiek inne.
Uwielbiam mleko sojowe waniliowe, jego zapach jest obłędny, a smak przypomina budyń 🙂

Jeśli nie owsianka, to zazwyczaj kanapki z chleba żytniego. Nie używam masła, więc smaruję je różnymi pastami – fasolową, pesto (bez sera), ajwarem, pasztetem (domowej roboty lub sklepowym – sojowym, soczewicowym), awokado (uwielbiam!) czy masłem orzechowym. Na to kładę oczywiście warzywa – pomidory, ogórki, rzodkiewkę, sałatę, do tego kiełki; na masło orzechowe można położyć banany lub plasterki jabłka. Czasem robię bruschettę – też z chleba ciemnego.

Powyżej widnieją kiełki fasolki mung i soczewicy made by Monia 🙂

Jestem wielką fanką koktajli zielonych – na razie dość ubogich składnikowo, bo zazwyczaj to tylko banan i szpinak, ale i tak jestem z siebie dumna 🙂 Pracuję nad tym, by były trochę bardziej skomplikowanie, ale to trochę trwa.
Dlaczego zielone koktajle? Bo są surowe. Co to znaczy? Ano to, że są kopalnią witamin i minerałów, bo nie są przetworzone. Mają w sobie enzymy, których potrzebuje nasz organizm. (Jestem zafascynowana dietą surową – ale żeby na nią przejść, potrzebuję jeszcze trochę czasu na przygotowanie się, dlatego myślę, że raw diet to temat na kolejny wpis ;-). Dużo informacji na ten temat znajdziecie na polskiej stronie Rawolucja.
Zielone koktajle to też świetny pomysł na to, jak zjeść duże ilości warzyw – bo do takiego koktajlu możemy wrzucić naprawdę wiele – szpinak/sałatę/jarmuż/seler/pietruszkę itp. Mamy bardzo pożywny i smaczny koktajl  o pięknym kolorze jak ten poniżej:

Co najlepsze – miksując banana i garść szpinaku, w ogóle nie czujemy tego drugiego!

J.

muffinki bananowe z orzechami :)

Desery  pozbawione rafinowanego cukru nie są takie trudne – o czym przekonałam się w czwartek. Korzystając z urlopu, upiekłam muffiny. Zmodyfikowałam dość znacznie przepis z internetu. Słodkości te są w 90% wegańskie (można zrezygnować z miodu i masła – zamiast niego olej):

1 szklanka mąki pełnoziarnistej
2 banany, najlepiej dojrzałe
orzechy – dowolna ilość 🙂 ja sypnęłam trochę orzechów w miodzie, które dostałam od przyjaciółki
1/4 kostki masła lub 1/4 szklanki oleju
łyżeczka sody oczyszczonej
mleko sojowe (waniliowe) – tyle, żeby masa była rzadka (ok 1/2-2/3 szklanki)
odrobina cukru trzcinowego

Roztopiłam masło w rondelku, wrzuciłam do niego banany pokrojone na plasterki i orzechy z odrobiną miodu, trochę przesmażyłam. Do miski wsypałam mąkę, sodę oczyszczoną i cukier trzcinowy. Następnie dodałam tam zawartość rondelka, wymieszałam, dodałam mleko sojowe stopniowo (ciasto ma się dać mieszać bez problemu, powinno być lekko lejące się). Niektóre kawałki banana zmiażdżyłam widelcem – tak, żeby część stała się ciastem, a część pozostała kawałkami banana 🙂 Przełożyłam do foremek i piekłam ok 20-25 minut. Wyszło jakieś 10 muffinek. Czas przygotowania: 20 minut plus pieczenie.

Banany i daktyle to tylko dwa przykłady owoców, które świetnie osłodzą wypieki. Oczywiście dajemy ze zamiast cukru, a nie obok 🙂

Jeśli chcemy się pozbyć białego cukru i jego pochodnych z diety, warto na początek zamienić słodycze na owoce świeże i suszone. Jestem wielką fanką ciemnych moreli suszonych na słońcu – to już chyba uzależnienie :). Poza tym – zrezygnować z napojów gazowanych typu coca cola, fanta, oranżada, napoje energetyczne. Czytajcie etykiety! 1 łyżeczka cukru to 4 gramy – jeśli każdy sprawdzałby sobie, ile puszka coli czy pepsi zawiera łyżeczek cukru, to jestem pewna, że mniej osób piłoby tego typu napoje. Najlepsza jest woda, czysta woda bez dodatków smakowych – co najwyżej plasterek cytryny/pomarańczy.

Tu możecie zobaczyć, ile kostek cukru jest w napojach gazowanych:

http://www.sugarstacks.com/beverages.htm

Jeśli chcecie się obudzić, to nie ma sensu pić pić red bulla czy coca-coli – to daje kopa tylko na chwilę, potem nadchodzi jeszcze gorszy dół. Zasypiasz? Najprawdopodobniej jesteś też odwodniony. Najpierw wypij dużo wody, a później, jeśli dalej chce Ci się spać – zrób sobie yerba mate, krótko parzoną zieloną herbatę lub w ostateczności espresso (bez cukru i mleka oczywiście).

J.