Relacja z Berlina cz.1


W Berlinie byłam w połowie kwietnia. Taki oto sprawiłam sobie prezent urodzinowy i jestem bardzo z tego zadowolona 🙂 To miasto planowałam odwiedzić w tym roku i szczęśliwym trafem zdobyłam tanie bilety z Polskiego Busa. Polecam Wam generalnie tę formę dotarcia do Berlina, ale jedźcie w nocy. Autokar zatrzymuje się tylko raz na 10 minut w trakcie około 10-godzinnej trasy, w ciągu dnia mogą też być korki, tak więc myślę, że lepiej ten czas przespać w nocy a dzień przeznaczyć na przykład na wycieczkę 🙂
Architektura w Kreuzbergu
Kiedy tylko byłam pewna, że jadę, to zakupiłam mapę i sprawdziłam co mogę zjeść w Berlinie 🙂 Pomogła mi w tym strona Happy Cow. Na mapie zaznaczyłam wszystkie wegańskie miejscówki i godziny otwarcia. To była moja trasa wycieczki po Berlinie 😉 Szukając noclegu kierowałam się odległością od dworca i tak znalazłam Sleep Cheap Hostel . Ceny są nie za wysokie i idzie się pieszo 20 minut od dworca autobusowego. Jest też blisko do stacji U-Bahn i S-Bahn. Jeśli chodzi o poruszanie się po mieście, to najtaniej wychodzi chyba
bilet dzienny za 6,70 euro. Jesteście w stanie dojechać wszędzie 🙂

 

Berlin to bardzo kolorowe i multikulturowe miasto. Byłam zachwycona malunkami na budynkach i dużą ilością zieleni. Oczywiście moim głównym celem wycieczki było zjeść wszystko co będzie wegańskie – tego też nie brakowało, jak zaraz się przekonacie. Ponieważ przyjechaliśmy rano i ogarnialiśmy teren gdzieś do godziny 12, to jak weszliśmy w końcu do Kopps (Linienstrasse 94), rzuciliśmy się na jedzenie jak wygłodniałe zwierzęta 😉 Na nasze szczęście trafiliśmy na Vegan Brunch. Za 12,5 euro mogliśmy jeść do woli. Miałam wrażenie, że znalazłam się w wegańskim raju 😉
Brownie, pancakes z ciepłym sosem z wiśni i resztka tortu
Szwedzki stół. Chleb, hummusy, płatki, budyń, masło bazyliowe (!)

Deska serów i wędlin, marynowane warzywa

Jedzenie na ciepło. Tofucznica, ‘mięso’ mielone w sosie, ryż, warzywa w sosie kokosowym

Ciasta 🙂 Brownie i tort z galaretką i kremem, chyba kokosowym

Mój pierwszy posiłek: tofucznica, ‘mięso’ mielone w sosie oraz zapiekanka ziemniaczana
Wszystko było pyszne i naprawdę chciało się spróbować każdej potrawy. Tak też zrobiliśmy, siedzieliśmy tam chyba ze dwie godziny. Próbowaliśmy wszystkiego po odrobinie. Był też mus czekoladowy, panna cota z marchewki i kremu kokosowego z bazylią, różne sałatki/surówki i zupa krem. Kopps to taka bardziej restauracja i ceny zaczynają się od 10 euro (warto!).
Objedzenie i wypoczęci mogliśmy ruszyć dalej. Na resztę dnia zaplanowałam zwiedzanie południa, a mianowicie dzielnicy Kreuzberg, która już nie raz była reklamowana na wegańskich blogach. Tak, jest fantastyczna 🙂 Interesująca architektura, ciekawe miejsca, duży miks kulturowy. Czułam się tam świetnie. Najpierw trafiliśmy do Freckles (Nostitzstrasse 33). Przyjemna wegańska kawiarnia, serwują świetną kawę i rewelacyjne desery.
Jabłecznik z kremem kokosowym. Obłędne. Mój chłopak wspomina do dziś.
Kolorowy Kreuzberg
Następnie zaglądnęliśmy do No Milk Today (Fichtestrasse 3), ale ponieważ byliśmy dość pełni po kawie z Freckles, kupiliśmy tylko pyszne kruche ciasteczka bez cukru w kształcie zajączków (zjedzone). Miejsce również godne polecenia, przyjemna kawiarenka.
Było już około 18, a my byliśmy zmęczeni całodziennym chodzeniem. Na naszej mapie znajdowała się jeszcze knajpka o nazwie Viasko (Erkelenzdamm 49), i bardzo się cieszę, że nie zrezygnowaliśmy z jej odwiedzenia. To miejsce jest czymś pomiędzy barem a restauracją, serwują piwo, drinki oraz jedzenie. Pani kelnerka z mnóstwem tatuaży przyjęła od nas zamówienie na panini Viasko, z tempehem, awokado, kremem z nerkowców, rukolą i warzywami. Mega dobre, ale polecam wziąć jedno na pół, chyba że jesteście bardzo głodni. W Viasko było dość ciemno i zdjęcie zrobił mój chłopak.
Tak minął nam dzień pierwszy. Kompletnie wykończeni i obżarci dotarliśmy do hostelu około 22.
Kreuzberg <3

Część druga relacji TU