Pierogi z kaszą i boczniakami

Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, na moim blogu mało jest potraw  świątecznych. To nie tak, że ich w ogóle nie gotuję. Po prostu lubię świąteczne gotowanie celebrować jedynie w tak zwane święta i przygotowywanie np. moczki, tradycyjnej śląskiej potrawy wigilijnej, wcześniej niż 24 grudnia byłoby dla mnie nie do pomyślenia 😉 Zatem wybaczcie, pewnie coś się pojawi, ale bliżej świąt. Osobiście święta nie mają dla mnie wymiaru religijnego; jestem niewierząca. Lubię natomiast tą całą atmosferę – zapach choinki, światełka, pachnący barszcz i ciasta. Czujecie to? Jeśli nie, to chyba czas włączyć już Last Christmas <3
Achhhh…teraz, czuję już święta 😀 Przejdźmy zatem do przepisu, który dziś mam dla Was. W sumie, klimat nieco wigilijny, bo pierogi. Wzięłam na warsztat klasyczne pierogi z kaszą gryczaną i dodałam do niej boczniaki. Ciasto jest miksem mąki pszennej i pszennej razowej, ma w sobie również odrobinę bazylii. Rewelacja 🙂
Pierogi z kaszą gryczaną i boczniakami 
na około 30 pierogów
400 gram mąki (u mnie pół na pół pszenna i pszenna razowa)
łyżeczka suszonej bazylii
szczypta soli
łyżeczka oliwy
ciepła woda 
Farsz:
opakowanie (250 g) boczniaków
1 mała cebula
100 g suchej kaszy gryczanej (1 woreczek)
sól, pieprz ziołowy, czubryca czerwona, sos sojowy, czosnek
 
Zaczynamy od farszu. Gotujemy kaszę gryczaną do miękkości (kasza zazwyczaj jest gotowa, jak cały woreczek jest wypchany :)); jeśli nie używacie woreczków, to należy gryczankę gotować tak długo, aż wchłonie całą wodę, dobrze jest ją później zostawić pod przykryciem na ciepłym palniku. Cebulę i boczniaki kroimy na małą kosteczkę i zaczynamy smażyć na patelni – chwilę wcześniej cebula, później dorzucamy grzyby. Dodajemy przyprawy, ich ilość zależy od Waszego smaku. Można spokojnie dolać wody, zależy nam, żeby grzyby ładnie zmiękły. Łączymy z kaszą gryczaną i zostawiamy do ostudzenia. Bierzemy się za ciasto 🙂
Do miski wsypujemy mąkę, sól, bazylię – mieszamy. Następnie dodajemy oliwę oraz stopniowo wodę. Zaczynamy wyrabiać ciasto. Powinno dać się formować w jedną całość, ale jednocześnie nie przyklejać do rąk. W razie potrzeby dolewamy wody lub dosypujemy mąki. Ciasto wykładamy na stół i rozwałkowujemy. Wycinamy szklanką kółka i zagniatamy pierogi. 
Pierogi wrzucamy do wrzącej, osolonej wody i gotujemy do momentu wypłynięcia. Podajemy z cebulką zasmażaną lub jogurtowym sosem czosnkowym. 

Drożdżowe zawijasy z cynamonem

Nigdy nie byłam fanką drożdżówek – za słodkie, za suche, zamulające. Wczorajszy wieczór zmienił jednak nieco moje życie pod tym kątem. KOCHAM wegańskie drożdżówki z cynamonem i syropem klonowym. Słodkie? Tak. Zdrowe? Niekoniecznie. Na pewno lepsze od tych kupnych 🙂
Skąd pomysł na zrobienie drożdżówek? Cóż, od jakiegoś czasu marzyłam o tak zwanych cinnamon rolls, drożdżowych zawijasach oblanych słodkim kremem. Znalazłam je w Galerii Krakowskiej przy jednym stoisku, ale niestety nie są wegańskie. Polewają je kremem z mascarpone. Cóż… Jak nie można kupić, to trzeba zrobić 🙂
Korzystałam głównie z przepisu znalezionego na fantastycznym blogu Mniu Mniu, z pewnymi modyfikacjami. Drożdżówki robi się bardzo prosto a w kuchni pachnie obłędnie 🙂
Drożdżowe zawijasy z cynamonem 
na 6 sztuk 
250 g mąki (u mnie pół na pół pełnoziarnista i tortowa)
150 ml mleka roślinnego
solidna łyżka margaryny Alsan
1/3 kostki drożdży
1/4 szklanki cukru lub czegoś słodkiego (spokojnie można pominąć lub dać mniej)
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
kolejna solidna łyżka margaryny Alsan, a najlepiej 2-3
1/2 paczki cukru wanilinowego lub Wasz ulubiony słodzik
syrop klonowy lub lukier do polania
Do miski wlewamy mleko i rozkruszamy drożdże, wsypujemy cukier i zostawiamy na chwilę. Następnie dodajemy roztopioną margarynę i sól – wszystko mieszamy. Na sam koniec wsypujemy mąkę i wyrabiamy ciasto. Powinno być miękkie i delikatne. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (u mnie 30 min). Przygotowujemy nadzienie: w rondelku roztapiamy margarynę i dodajemy cynamon i cukier wanilinowy, dokładnie mieszamy.
Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Kiedy ciasto już nieco urosło, rozwałkowujemy je – najlepiej na kształt prostokąta, niech będzie w miarę cienkie. Podsypujemy mąką, jeśli trzeba. Smarujemy cynamonowym nadzieniem i powoli zwijamy w roladę. Kroimy na 3-4 cm kawałki, które następnie wykładamy na papier do pieczenia. Zawijasy muszą stać w pewnej odległości od siebie, bo ciasto będzie rosło. Pieczemy 10-15 minut, aż góra się zrumieni. Po ostudzeniu polewamy syropem klonowym lub Waszym ulubionym lukrem 🙂
Mniaaaaam!
 

Na koniec mam dla Was przesłodkie zdjęcie mojej kotki Inki. Rośnie jak na drożdżach. Na zdjęciu towarzyszy mojego chłopakowi w naprawie roweru :-)))

Zupa czosnkowa dobra na chorobę + wolność

Skończył się listopad, a razem z nim skończył się pewien etap w moim życiu. Po ponad trzech latach pracy w korporacji, właśnie stamtąd odeszłam. Jestem wolna 😉
Za jakieś 2-3 tygodnie powiem Wam, jakie to uczucie, bo jeszcze chyba ciągle w to nie wierzę. Już od dziś mogę w 100% zarządzać swoim czasem i pracować na siebie. Poradzę sobie?
Ludzie, którzy nie pracują na etacie, często borykają się z problemem efektywności i odpowiedniego wykorzystania czasu (bo nie stoi nad nimi szef z batem i nie rozlicza z czasu czy wyników). W związku z tym postanowiłam, że na razie będę trzymała się etatowego trybu pracy (rozpoczynam i kończę o określonej godzinie, w środku dnia przerwa obiadowa itp.) Wiem, że muszę wyrobić w sobie nawyk skupiania się na jednej rzeczy w danej chwili (wiąże się to np. z wyłączeniem poczty czy fejsa kiedy pracuję). 
Co będę teraz robić? Skupię się na trzech głównych czynnościach: mój sklep z koszulkami i bluzami Veganised, mój blog (ten, który czytacie :-)) oraz nauka programowania. Chciałabym wiązać swoją przyszłość z programowaniem i widzę w tym potencjał, a wszystko zaczęło się od 11/11/2014 kiedy to uczestniczyłam w warsztatach programowania dla kobiet Django Girls – wszystkim gorąco polecam 🙂 Te warsztaty pokazały mi, że programowanie jest jak nauka języka obcego. Dodatkowo swój czas poświęcę też oczywiście mojemu kotu, Polskiemu Stowarzyszeniu Wegańskiemu (gdzie działam), regularnym ćwiczeniom (pewnie w domu na razie) i nauce niemieckiego. Tak jest fajnie, kiedy się ma dzień do dyspozycji 🙂
Dziś mam też dla Was przepis na rozgrzewającą zupę krem z czosnku. Jest idealna na jesień i zimę, zwłaszcza kiedy czujemy, że choróbsko zaczyna nas łapać, lub kiedy już też złapało. Oryginalny przepis pochodzi stąd, ale został oczywiście przeze mnie zmodyfikowany, m.in użyłam “zaledwie” 20 ząbków czosnku 🙂
Rozgrzewająca zupa czosnkowa
2 duże główki czosnku
2 małe cebule
mały kawałek selera
1-2 ostre papryczki peperoncino (suszone)
1,5 l wody
1-2 łyżki oliwy + ew. oliwa do grzanek
sól, pieprz ziołowy, liść laurowy i ziele angielskie lub kostka bulionowa/bulion w proszku
1/2 łyżeczki oregano suszonego
kilka kromek ciemnego chleba na grzanki
Cebulę i seler kroimy w kostkę, czosnek obieramy. W garnku rozgrzewamy oliwę, wrzucamy cebulę, seler, po chwili czosnek i ostrą papryczkę. Chwilę mieszamy, po czym zalewamy wodą. Jeśli nie używacie gotowego bulionu, to wrzućcie teraz przyprawy. Zupę gotujemy 30-40 minut, studzimy i miksujemy na krem. Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy kostki chleba, smażymy do momentu kiedy będą rumiane i chrupiące. Można też użyć piekarnika i ograniczyć tłuszcz do minimum.
Jeśli lubicie bardzo gęste zupy to można dać mniej wody. Ja do swojej dodałam też ser Violife pokrojony w kostkę.
Uwaga: zupa jest dość pikantna, ale skuteczna :-)))
Justyna