Przemyślenia tłustoczwartkowe

Zbliża się Tłusty Czwartek. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam “święta” i różnego rodzaju wydarzenia związane z jedzeniem. Każda okazja do przygotowania czegoś pysznego i oczywiście zjedzenia jest dobra 🙂 Dlatego celebruję tłustoczwartkową wyżerkę i smażę pączki co roku. Tym razem dorzuciłam jeszcze faworki – mega full wypas 🙂

Zastanawiacie się teraz pewnie, dlatego mój blog ciągle ma w nazwie “healthy”. Otóż to ma i będzie miał, bo moje słodkości i grzeszne przekąski są i tak zawsze zdrowsze od całej reszty. Na przykład takie faworki są przygotowane z mąki pełnoziarnistej, a pączki nie zawierają tłuszczu (oprócz tego, w którym się smażyły, oczywiście). Staram się zachowywać zdrowy rozsądek i mimo tego, że uwielbiam jeść, a mój żołądek (albo raczej mózg :D) jakoś dziwnym trafem uwielbia wszystko, co smażone i bardzo bliskie fast-foodowi w wersji roślinnej (nie będę tutaj rozwodzić się o mojej ogromnej miłości do smażonego ziemniaka <3), to na co dzień naprawdę odżywiam się dość zdrowo, możecie mi wierzyć!
Chociażby wczoraj na śniadanie zjadłam : surówkę z rukoli, ogórka kiszonego, papryki z grzankami z chleba pełnoziarnistego i do tego zielony szejk ze spiruliną. Dziś była owsianka, którą ubóstwiam ostatnio: z mega zdrową posypką (o której jeszcze kiedyś opowiem), bananem i polana odrobiną syropu klonowego. Tak więc spokojnie, nie jest źle 🙂 Oczywiście, moja dieta idealna nie jest. Za dużo smażonego, za mało surowego i tak dalej. Pracuję nad tym, ale z drugiej strony staram się słuchać swojego organizmu i nie pakuję mi za dużo surowizny w zimie, bo wiem, że woli ciepłą zupę z kaszą jaglaną (lub pieczone ziemniaki…). Kiedy nie mam za dużo czasu lub sił na ugotowanie obiadu, to sięgam po mrożonkę – najczęściej zupę, do której dorzucam kaszę lub fasolę i gotowe. 

 

Weganizm, który reprezentuję ma być zdrowy, ale ludzie, nie dajmy się zwariować. Poza elementem “healthy” jest też element “happy”. Jak pochłoniecie nawet i 10 pączków raz w roku to nic się nie stanie. Uwielbiam ciasta z fasoli, ale równie mocno szaleję za supersłodkim tortem czekoladowo-wiśniowym, który upiekłam dla ukochanego. Tak jak kiedyś starałam się wyrzucać cukier z każdego wypieku, tak teraz wychodzę z założenia nieco innego. Jasne, cukier (biały czy brązowy, rafinowany lub nie, generalnie taki jaki można dostać w standardowym sklepie) to syf i substancja nam zupełnie niepotrzebna. ROZSĄDNIE JEST go unikać jak tylko się da*, bo nie dostarcza nam żadnych substancji odżywczych. Nie znaczy to jednak, że na widok każdego wypieku, który zawiera cukier powinniśmy uciekać z krzykiem. Jeśli zjemy raz w tygodniu kawałek ciasta, to naprawdę nie umrzemy. Istotny jest umiar (jak we wszystkim zresztą). Daleko mi od opieprzania ludzi, którzy jedzą słodycze ze sklepu, bo też czasem je jem. Kocham czekoladę z masłem orzechowym i chętnie bym się z nią ożeniła 🙂
Słuchajcie swojego ciała i zachowujcie zdrowy rozsądek. Codziennie pożeranie słodyczy czy czipsów dobre nie jest (niestety). Ja wiem, że jeśli będę jeść tyle, ile jem obecnie i nie będę ćwiczyć to będzie źle. Dlatego ćwiczę – dzięki temu czuję się lepiej, a mój kręgosłup jest mi wdzięczny.
Mam nadzieję, że trochę Was odciążyłam z poczucia winy związanego z jedzeniem pączków. Teraz przepisy 🙂
Pełnoziarniste faworki
1 szklanka mąki pełnoziarnistej
1/2 szklanki ciepłej wody
chlust oleju
szczypta soli
odrobina cukru (opcjonalnie)
Do miski wsypujemy mąkę, sól (i cukier). Dolewamy odrobinę oleju i powoli wlewamy wodę. Wyrabiamy chwilę ciasto, w razie potrzeby dosypujemy mąki. Wykładamy ciasto na blat i wałkujemy dość cienko. Kroimy na paski, w środku paska robimy dziurkę, przez którą przekładamy jeden kawałek paska. Rozgrzewamy olej i smażymy – faworki powinny lekko zbrązowieć, u mnie działo się to dość szybko. Wykładamy na ręcznik papierowy. Kiedy ostygną, posypujemy cukrem pudrem i wcinamy.
Pączki prawie bez oleju 😉
1 kg mąki, u mnie 450
100 g drożdży
1/2 litra mleka roślinnego, ciepłego
1/2 szklanki cukru
Polewa:
1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
2 łyżki masła orzechowego
ew. trochę cukru
garść orzechów goji
olej do smażenia, u mnie rzepakowy
W misce rozpuśćcie drożdże i cukier w ciepłym mleku (dobrym pomysłem jest podgrzewanie mleka wcześniej już z cukrem). Stopniowo dosypujcie mąki i zacznijcie wyrabiać ciasto. Ja nie wykorzystałam całego kilograma mąki, zostało może z pół szklanki, którą wykorzystałam na podsypywanie przy wałkowaniu. 
Ciasto wyrabiajcie około 5 minut, następnie przykryjcie szmatką i odstawcie w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Po około 30 minutach weźcie połowę ciasta i delikatnie rozwałkujcie na grubość około 2 cm. Szklanką wycinajcie pączki. Można też rwać ciasto rękami i formować kulki – też wychodzą ładne :-). Odstawcie na 10-15 minut aby jeszcze trochę podrosły. To samo zróbcie potem z drugą partią ciasta. W garnku rozgrzejcie olej, ja wlałam go około 0,5 litra (mały garnek :-)). Smażcie partiami pączki aż do zbrązowienia z obu stron. Tak jak w przypadku faworków, wykładajcie na ręczniki papierowe, żeby pozbyć się nadmiaru tłuszczu. 
Przygotujcie polewę: rozpuśćcie czekoladę, dodajcie masło orzechowe i cukier, jeśli chcecie. Gdy polewa jest za gęsta, dodajcie nieco oleju kokosowego. Polewajcie z góry pączki. Jagody goji zmielcie na proszek i wykorzystajcie jako ozdobę. Można użyć też wiórków kokosowych lub skórki pomarańczowej. 
* Moje sugestie oczywiście nie dotyczą osób, które mają problemy zdrowotne i nie mogą jeść cukru.

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *