Przepisy z tofu cz.2

Z małym poślizgiem, ale w końcu – przed Wami druga część recenzji tofu Polsoi. 
Na pierwszy rzut tym razem tofu naturalne – produkt kameleon 🙂 Więcej pomysłów na jego wykorzystanie podaję poniżej, a tymczasem skupmy na tym, co przygotowałam na ostatnią krakowską Weganogarnię – czyli cykliczną imprezę integrującą środowisko wegańsko-wegetariańskie, organizowaną przez Polskie Stowarzyszenie Wegańskie, w którym mam przyjemność działać. W sklepach pojawiły się już młode ziemniaki, więc postawiłam na prostą sałatkę ziemniaczaną. Jako dodatek podałam mocno czosnkowy sos na bazie tofu. Taki sos przyrządza się bardzo szybko i można go wykorzystać do innych potraw – np. do pizzy, tarty, burgera. 
pyszna sałatka ziemniaczana
1 kg młodych ziemniaków
kilka rzodkiewek
cebula dymka
garść kaparów
prażone pestki dyni i słonecznika do smaku
na winegret:
łyżeczka musztardy
1 łyżka soku z cytryny
oliwa + woda
sól, pieprz, cukier
na sos czosnkowy:
1 kostka bio tofu naturalnego Polsoja
1 duży ząbek czosnku lub 2 mniejsze
sól, pieprz
oliwa + woda
Ziemniaki dokładnie myjemy i gotujemy, następnie odstawiamy do wystudzenia. Przygotowujemy sos – do miski wkładamy tofu oraz czosnek wyciśnięty przez praskę, dodajemy trochę wody i oliwy oraz przyprawy i miksujemy do uzyskania gładkiej konsystencji. W razie potrzeby dodajemy wodę/oliwę. 
Przygotowujemy też winegret, który dodamy do sałatki przed sosem czosnkowym. Miksujemy musztardę, sok z cytryny, chlust oliwy i wody, kosztujemy i odpowiednio doprawiamy – solą, cukrem i pieprzem. W razie potrzeby dodajemy wodę/oliwę.
Ziemniaki kroimy na ćwiartki/połówki, rzodkiewki na plasterki, dymkę na…no właśnie, na co? 🙂 Wszystko razem łączymy w misce, po czym dorzucamy kapary i pestki. Na sam koniec sos – wpierw winegret, a później czosnkowy.
Druga propozycja to serek, roboczo nazwany tofufetą 🙂 Idealny na chleb lub do sałatki, a być może też i do zapiekanki.

tofu-feta
1 kostka bio tofu Polsoja o smaku pomidorów z bazylią
garść kaparów
1 łyżka soku z cytryny
3 łyżki oliwy z oliwek lub innego nierafinowanego oleju
1 łyżeczka soli

Wyciągamy tofu z opakowania i miażdżymy widelcem. Dodajemy pozostałe składniki i dokładnie mieszamy. Odstawiamy na noc, żeby smaki się przegryzły. Tadam! 🙂

Jako podsumowanie, chciałabym Wam zaproponować parę pomysłów na wykorzystanie tofu. Generalnie, tofu firmy Polsoja jest bardzo, bardzo fajne. Cenowo oraz smakowo. To zwykłe (nie-bio) można kupić chociażby w Auchan już za troszkę ponad 3zł – super! Po zrecenzowaniu wersji bio przyznaję, że jakościowo są lepsze. Moim faworytem jest naturalne oraz wędzone (tak też było wcześniej). Marynowane bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie jedwabistą strukturą. Nie szaleję zbytnio za ziołowym, bo jest po prostu dla mnie za bardzo ziołowe (co oczywiście nie znaczy, że jest złe). Super, że pojawiają się nowe warianty smakowe – osobiście marzę o takim czosnkowym :-)))

1. Naturalne: tofucznica, omlet, sos (wytrawny lub słodki), desery – jako krem, nadzienie (np do drożdżówek), tofurnik, opanierowane (np. golden tofu do burgera), kulki do spaghetti (…)
2. Wędzone: obowiązkowo (!!!) pasta a la rybna – przepis znajdziecie na Puszce;
usmażone/upieczone kostki mogą imitować boczek lub coś wędzonego, dodatek do sałatki, wrapa, na pizzę, do zupy (np. żurku)
3. Marynowane: uwielbiam połączenie w sałatce z pomidorami, plastry na kanapkę, do dań azjatyckich, do makaronu, ze szparagami w omlecie
4. Ziołowe: do makaronu, ryżu (zwyczajnie pokrojone w kostkę), do omletu, tofucznica, jako tofu-feta, jako dodatek do pesto
5. Pomidory z bazylią: na pizzę, do makaronu, jako tofu-feta, na kanapki
Smacznego 🙂

Przepisy z tofu cz.1

Tofu to chyba taki symbol diety wegańskiej, a już na pewno jeden z podstawowych produktów. Jest niezwykle uniwersalny – można go spożywać na zimno, ciepło, słodko, słono czy też ostro. Złośliwi mięsożercy mówią, że tofu jest jak papier – zupełnie bez smaku. Swoją drogą ciekawe, czy któryś z nich kosztował kiedyś kurczaka bez żadnych przypraw… ;-).
Czy tofu faktycznie jest bez smaku? Naturalne, nieprzyprawione niczym – owszem. Ale to jest jego cudowna właściwość, bo można nadać mu smak taki, jaki chcemy. To kameleon kuchni roślinnej. Zresztą nie tylko takiej.
To stały element diety Azjatów. Kiedy byłam w Berlinie, zajadałam się wręcz przepysznym tofu w sosie orzechowym w knajpach wietnamskich. W Krakowie zakochałam się w burgerze “golden tofu” w burgerowni Nova Krova czy też mnóstwem jedwabistego tofu dodanego do kanapki z grillowanymi warzywami w Karmie, którą miałam przyjemność spałaszować tuż przed seansem “Patrick’s Day” festiwalu Off Camera w zeszłym tygodniu. Zatem proszę Was, nie ufajcie ludziom, którzy mówią, że tofu jest jak papier. Nie jest. Jest chyba najbardziej uniwersalnym produktem sojowym, a ja chciałabym Was w najbliższym czasie do niego zachęcić.
Wszystko to związane jest z Tygodniem Wegetarianizmu (program znajdziecie na stronie), który obecnie obchodzimy. W jego ramach otrzymałam od firmy Polsoja nowe smaki bio tofu do przetestowania: naturalny, wędzony, marynowany, ziołowy, z pomidorami i bazylią. Polsoja zresztą to chyba ulubiony (zaraz po Wawelu) producent wegan. Mają nam naprawdę wiele do zaoferowania i co najważniejsze: słuchają. Wprowadzili w zeszłym roku wegański ser żółty, co było naprawdę miłą niespodzianką. Bardzo lubię ich wędliny i pastę francuską. No i tofu. Jest tanie i dobre. Bio tofu jest odrobinę droższe, ale też większe (250g zamiast standardowych 180g). 
Dziś zaprezentuję Wam dwa przepisy z wykorzystaniem tofu naturalnego i wędzonego, reszta wkrótce. Kiedy kupuję tofu naturalne, zawsze zastanawiam się “co z niego zrobić?” – nie dlatego, że nie wiem, ale dlatego, że jest tyle możliwości. Zazwyczaj kończy się na tofucznicy, czyli wegańskiej wersji jajecznicy. Poza samym tofu potrzebujecie jeszcze dwóch kluczowych składników: kurkumy (dla koloru) oraz soli kala namak (dla jajecznego zapachu). Dodatkowo dobieracie swoje ulubione warzywa. U mnie to zazwyczaj pomidory i cukinia, ale tak naprawdę dodajcie to, co lubicie. Może to być szpinak, jarmuż, grzyby, cebula, szparagi lub pomidory suszone i kukurydza. Z przypraw polecam Wam jeszcze czosnek, sos sojowy, lubczyk.
Tofucznica
1 opakowanie bio tofu naturalnego Polsoja
1 pomidor
1-2 szklanki posiekanego jarmużu
2-3 pieczarki
1/2 cebuli lub cebula suszona
kurkuma, kala namak, czosnek, sos sojowy, sól, pieprz ziołowy
odrobina oleju
Na patelni rozgrzewamy odrobinę oleju i wrzucamy cebulę, po chwili pieczarki i jarmuż. Można dolać wody. Kiedy trochę zmiękną, wrzucamy pomidor i chwilę smażymy. W międzyczasie rozdrabniamy tofu widelcem, następnie dodajemy je do warzyw. Dodajemy wszystkie przyprawy i dokładnie mieszamy. Smażymy jeszcze chwilę, po czym wykładamy na talerze i podajemy z chlebem żytnim.
Drugi przepis, chyba jeszcze prostszy niż tofucznica, to pieczone ziemniaki z tofu wędzonym. Taki rodzaj tofu sprawdza się doskonale w przepisach, w których chcemy zastąpić wędzone mięso lub rybę. Mój pomysł to trochę taka wariacja na punkcie zapiekanki ziemniaczanej z boczkiem. Jestem zbyt leniwa na robienie faktycznej zapiekanki, dlatego kroję ziemniaki i tofu i wrzucam do piekarnika. Ale po kolei:
Pieczony tofuboczek 😉
1 kg ziemniaków
1 opakowanie bio tofu wędzonego Polsoja
olej
majeranek, sól, czosnek
Ziemniaki obieramy i kroimy w małą kostkę. To samo robimy z tofu. Wykładamy na papier do pieczenia i obsypujemy przyprawami i polewamy odrobiną oleju. Pieczemy w 180 stopniach 30-40 minut. 

Jakie są Wasze ulubione przepisy z tofu? 🙂
 

Makaron dla leniwych

Czasem jest tak, że przychodzicie późno do domu i ostatnia rzecz, o której marzycie, to stanie przy garach. Jeśli tak się regularnie zdarza, to zawsze warto mieć w szafce makaron (obojętnie jaki kształt), ugotowanego brokuła w lodówce i parę ulubionych dodatków. Nie ma bata, że nie przygotujecie z tych składników czegoś pysznego w naprawdę krótkim czasie!
Jestem osobą, która nie cierpi, kiedy ktoś próbuje jej wmówić, że coś do czegoś nie pasuje, albo coś nie wypada. Tak samo w kuchni. Najfajniejsze są momenty, kiedy łączycie ze sobą pozornie niepasujące do siebie składniki, albo takie o których byście nigdy nie pomyśleli, i wychodzi z tego mega pyszna rzecz. Można by przecież pomyśleć, że takie kapary, które są charakterystyczne raczej dla kuchni śródziemnomorskiej, raczej nie nadają się do połączenia z japońskim makaronem soba. Bo przecież makaron soba jest do dań azjatyckich – imbir, kolendra, papryczka chili, te sprawy. A guzik!
Nie bójcie się łączyć smaków. Nie obawiajcie się eksperymentów w kuchni. Być może to początek Waszej kulinarnej przygody? 🙂
Leniwy makaron
(2 osoby zeżrą)
1 ugotowany brokuł
200 – 250 g suchego makaronu
2 ząbki czosnku
garść kaparów
pestki dyni i słonecznika oraz sezam
odrobina oleju do podsmażenia
przyprawy do smaku: sól, pieprz ziołowy, papryka wędzona, lubczyk
Gotujemy makaron zgodnie z przepisem na opakowaniu. W międzyczasie wlewamy na patelnię odrobinę oleju. Jak się rozgrzeje, to wrzucamy dwa rozgniecione ząbki czosnku. Chwilkę je podsmażamy, po czym dorzucamy brokuła (podzielonego na małe kawałki) i kapary. Chwilkę przesmażamy, dolewamy wody z gotowania makaronu w razie potrzeby. Dodajemy makaron i doprawiamy wedle uznania. Wszystko razem mieszamy. Wykładamy na talerze i posypujemy wcześniej podprażonymi ziarnami. Omnomnomnom <3

W zeszłym tygodniu miałam również przyjemność robić tort na zamówienie. Ozdabiał mój zdolny chłopak <3 Chcecie przepis? 😉