YEStem – catering wegański

Kto mieszka w Warszawie, ten, muszę przyznać, jest ogromnym szczęściarzem. Nie tylko ma dostęp do ponad 70 miejsc z jedzeniem, w których można zjeść wegańsko lub wegetariańsko (tak przynajmniej mówi HappyCow). Nie tylko ma mleko sojowe w większości kawiarni. Nie tylko ma na miejscu takich mistrzów jak Jadłonomia czy Weganon.
Ma też dostęp do wegańskiego cateringu YEStem 🙂 
Całkiem niedawno miałam przyjemność być w Warszawie i przy okazji tej wizyty przetestować zawartość paczki od dziewczyn z YEStem. Wszystko zaczęło się od kontaktu mailowego, gdzie ustaliłyśmy czy jedzenie ma być bezglutenowe czy też nie, oraz do której najpóźniej kurier może dostarczyć paczkę (i na jaki adres). Zła wiadomość dla śpiochów: paczki są dostarczane od poniedziałku do piątku między 4 a 9 rano. Dobra wiadomość: kurier może zostawić jedzenie pod drzwiami i odbieracie je sobie wtedy, kiedy Wam pasuje.
Zawartość paczki na każdy dzień to 5 posiłków: śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja. Każdy jest starannie zapakowany do osobnego, hermetycznie zamkniętego pojemnika.   Dodatkowo, na każdym pojemniku jest naklejka, dzięki której wiemy, co jest w środku, oraz karta z wypisanym menu na konkretny dzień. Całość włożona do papierowej torby. Wygląda dobrze 🙂
Moja paczka zawierała co następuje: sajgonki z warzywami i sosem, amarantus na mleku sojowym z orzechami i jabłkiem, kalafior z pieczonymi ziemniakami + pomidor/ogórek, zupę krem z grzybów portobello oraz sałatkę ryżową z fasolą i burakiem.
Wszystko było naprawdę smaczne, jednak moim faworytem jest drugie śniadanie – amarantus na mleku sojowym z jabłkiem i orzechami. Idealnie słodkie i niesamowicie sycące. Uważam, że ta opcja byłaby lepsza na początek dnia, bo była o wiele bardziej sycąca niż sajgonki.Wspomniane sajgonki, czy też spring rollsy, wypełnione były warzywami. W osobnych pudełeczkach były dwa sosy.
Kalafior był bardzo delikatny i dobrze komponował się z pieczonymi ziemniakami. Do tego surówka w postaci kawałków pomidora i ogórka kiszonego.
Zupa krem z portobello zaskakiwała pikantną nutą i nasyciła na długo. Niech Was nie zwiedzie jej niezbyt atrakcyjny kolor!
Last, but not least – sałatka a la majonezowa. Brakowało mi w niej jakiegoś wyraźnego smaku. Mimo to była całkiem niezła – kremowa i bardzo lekka jednocześnie.
Jedzenie dostarczone przez YEStem wyglądało naprawdę zdrowo – nie było tam nic smażonego czy oblanego tłuszczem. Niektóre dania były dla mnie troszkę za mało słone, ale to tak naprawdę żaden problem. Co ważne – jedzenie było kolorowe i wyglądało na dość zróżnicowane, jeśli chodzi o składniki. 
Zresztą – zobaczcie sami na zdjęciach poniżej 🙂
(Abstrahując od samego jedzenia, miałam jeszcze małe zastrzeżenia co do opakowań – jak wiecie, firmy cateringowe dostarczają posiłki w plastikowych opakowaniach. Otrzymując codziennie 5 pudełek, w ciągu miesiąca produkujemy masę śmieci. Niefajnie. Niestety, jak na razie ciężko to obejść. Dziewczyny z YEStem pracują nad ekologiczną alternatywą, która jest w stanie spełnić kryteria sanepidu. Trzymam kciuki.)

Catering od YEStem możecie zamówić na stronie www.yestem.pl

Trufle daktylowe i kokosowy kalafior

Z małym poślizgiem zapraszam Was na kolejną porcję przepisów z książki “Nowoczesne zasady odżywiania. Przepisy mistrzów” pod redakcją Leanne Campbell. Dziś zaprezentuję, jak zrobić banalnie proste, ale niewiarygodnie smaczne trufle daktylowe oraz szybki obiad z kalafiorem w roli głównej.
 
Musicie przyznać, że temat słodyczy jest w diecie roślinnej zdecydowanie na topie. Weganie kochają jeść, to niezaprzeczalny fakt. A kto nie lubi słodkości? 🙂 Próbujemy sobie zastąpić ulubione babcine ciasta, mleczną czekoladę czy ptasie mleczko. Ciężko jest sprawić, żeby smak sernika w wersji roślinnej był identyczny ze smakiem sernika z sera krowiego, ale niektóre przepisy wychodzą bardzo blisko oryginału i są w stanie zadowolić brzuchy i kubki smakowe wegan. Tak właśnie dzieje się w przypadku trufli daktylowych. Są super słodkie i mocno czekoladowe. Możecie je obtoczyć w kakao, wiórkach kokosowych, nasionkach chia lub drobno posiekanych orzechach. Możecie też masę truflową wykorzystać jako nadzienie do naleśników (przetestowane) lub na chleb, niczym nutella. Robi się je szybko i prosto – każdy, kto ma blender, da radę.
 
trufle daktylowe
 
450 g daktyli bez pestek
1 szklanka wody
1 szklanka masła orzechowego
1/2 szklanki kakao
1/2 szklanki mleka roślinnego (pominęłam)
1 łyżka aromatu waniliowego (pominęłam)
 
 
 
Przygotowujemy masę daktylową: daktyle zalewamy ciepłą wodą i odstawiamy na godzinę, aż woda zostanie wchłonięta. Miksujemy całość blenderem na gładkie puree. Do przygotowania trufli potrzeba jednej szklanki takiego puree.
W robocie kuchennym łączymy masę daktylową i resztę składników (ja mieszałam po prostu łyżką), a następnie schładzamy, żeby masa truflowa lekko stwardniała.
Nabieramy łyżką, formujemy kulki i obtaczamy je w ulubionej posypce. Wcinamy.
 
Drugi przepis to kalafior w kokosowo-czosnkowym sosie. Podałam go z kaszą gryczaną oraz fasolką mung.
W oryginale zostało użyte mleko migdałowe 🙂
 
kalafior w mleku kokosowym
 
1 główka kalafiora, podzielona na różyczki
1/2 szklanki bulionu warzywnego (u mnie woda z gotowania kalafiora)
1 puszka mleka kokosowego
1 ząbek czosnku, przepuszczony przez praskę
2 łyżki mąki kukurydzianej
 
 
 
Kalafior gotujemy al dente. W osobnym garnku mieszamy mleko kokosowe, bulion, czosnek i mąkę. Dodajemy kalafior i gotujemy kilka minut, aż sos zgęstnieje. Podajemy z kaszą/ryżem/makaronem.

Jeszcze zaprezentuję Wam parę przepisów z wyżej wymienionej książki, ale chyba w pierwszej kolejności wrzucę relację z weekendu w Warszawie i recenzję wegańskiego kateringu YEStem 🙂