Lifebook #1

Postanowiłam stworzyć nową serię na blogu. Na początku nazwałam ją standardowo – foodbook. Po chwili jednak zmieniłam nazwę na lifebook – bo jest swego rodzaju dokumentacją zdarzeń z mojego życia i nie tyczy się tylko jedzenia (choć głównie! :)). 

Postaram się takie lifebooki wrzucać raz w miesiącu, na zakończenie i swoiste podsumowanie tego, co się działo. Dziś mam dla Was zbiór zdjęć z ostatnich trzech miesięcy – nie jest ich dużo, ale na początek wystarczy 😉 Jakoś też nie porywa, robione są telefonem – który co prawda ma dobry aparat – ale warunki atmosferyczne i ilość światła psuje całość. 

No to zaczynamy 😉

Kola Johna Lemona to obecnie mój ulubiony najpój gazowany. W zasadzie, z gazowanych to piję głównie Fritze, Lemony, i całą resztę – czyli hipsterskie oranżadki. Wyżej wymieniona Kola jest genialna – lekko kwaskowata, idealnie słodka. Lepsza od oryginału 😉

Kaczki otrzymałyśmy z koleżankami od Roberta – naszego wspólnego kolegi z czasów naszej wspólnej pracy w jednym zespole w korporacji. Teraz pracujemy w innych miejscach, ale regularnie się spotykamy na kawę i pogaduszki 😉 Kaczka to motyw przewodni rozmów z Robertem.

Warszawa, to obok wejścia do biura Kampanii Przeciw Homofobii. 

W obecnej jeszcze pracy robimy sobie kawę z chemexu. Przemek dba o dostarczanie dobrych ziaren (prosto od Coffee Roasters), takich jak te na zdjęciu. Ta odmiana kawy z Rwandy jest chyba najlepszą, jaką dotychczas piłam. Uwielbiam.

Kopytka i modro kapusta w menu Pauza in Garden. Danie zrobione przez dziewczyny z Umami. Jeeezu, mogłabym to jeść ciągle!!!!

Kolejny foodporn. Warszawski Loving Hut – tam chyba każde danie zwala z nóg. Nie pamiętam nazwy, ale były tam sajgonki, tofu i masa warzyw. Przepyszne.

Danie Marcina – wygląda jak prawdziwe mięso, nie? Makaron z “wołowiną”, ponoć mega smaczne.

 Posiłek potreningowy dla uczestników Biegu Wegańskiego (26.09.2015, W-wa).  Dużo białka 😀

Domowe samosy z nadzieniem z ciecierzycy i batatów. Szkoda, że nie zrobiłam więcej zdjęć, bo byłby gotowy przepis na bloga 😉

Kolejna miłość z Warszawy – Lokal Vegan Bistro. Schabowy z ziemniakami i surówką. Rewelacja!

Soki świeżo wyciskane z Frankie’s w Krakowie. Mój (żółty) był z awokado, cytryną i czymś jeszcze – mało słodki, pyszny. Sok Agnieszki był mocno malinowy.

Kolejna petarda z Lokal Vegan Bistro – zupa meksykańska (czarna fasola, quinoa, awokado). Marzę o niej codziennie!

 Typowe śniadanie. Stostowany chleb razowy z awokado lub oliwą i warzywami. Mogę to jeść bez końca 🙂

Wczoraj w Krakowie otwarł się wegański kebab – Wegab 🙂 Byłam oczywiście, zjadłam. Recenzować będę później, bo chcę spróbować innych potraw 🙂

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *