Wegańskie sery DIY

Kiedy przeszłam na weganizm, to chyba jedynym produktem, którego mi brakowało niezwykle mocno, był ser. Wcześniej uwielbiałam je jeść. Moim ulubionym był pleśniowy, ale byłam w stanie wciągnąć praktycznie każdy, z wyjątkiem twarogu. Przez długi czas tęskniłam za smakiem żółtego sera, aż w końcu – w zeszłym roku odkryłam ser Violife i zakochałam się w nim bez pamięci. Każdy rodzaj Violife mi smakuje, ale zazwyczaj kupuję ekonomiczne 😀 2,5kg opakowanie sera na pizzę. O dziwo, smakuje mi bardziej kiedy jest nieroztopiony, ale dodaję go praktycznie wszędzie – do makaronu, do potrawki z warzyw, na chleb, jako przekąskę. Dla mnie ten smak jest genialny – cruelty free ale jednocześnie niezwykle blisko oryginalnego sera krowiego. Brakuje mi jeszcze dobrej wegańskiej mozarelli, fety oraz camemberta. Podobno w Berlinie można kupić takie pleśniowe – koniecznie wypróbuję, a planuję jechać do miasta moich marzeń w lutym lub marcu 🙂
Za produkcję domowych serów pewnie prędko bym się nie zabrała, gdyby nie odwiedziny u Moniki <3. Ta szalona kobieta zakupiła 2 kg nerkowców i całą masę bajerów do robienia serów. Zainspirowałyśmy się artykułem z One Green Planet i postanowiłyśmy przetestować parę przepisów. 
Pieczony ser z nerkowców przed pieczeniem
Czego potrzebujecie poza składnikami spożywczymi do zrobienia poniższych serów? Na pewno dobrego blendera, chusta serowarska też może się przydać. Poza tym agar, nerkowce, czosnek, przyprawy (papryka wędzona, sól), papryka chilli, papryka marynowana. Przedstawię Wam przepis na moje dwa ulubione <3 Smakują świetnie 🙂

Pieczony ser z nerkowców
1.5 szklanki nerkowców, uprzednio namoczonych
1/4 szklanki soku z cytryny
1/2 szklanki wody
3 łyżki oliwy lub ulubionego oleju
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka soli

Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze i miksujemy na gładko. Przekładamy do chusty serowarskiej, zawiązujemy ją dokładnie, odkładamy na sitko (do miski) i wkładamy na noc do lodówki (tak naprawdę wystarczą 2-4 godziny). Następnego dnia przekładacie masę do okrągłej małej, natłuszczonej formy do pieczenia i pieczecie 40 minut w 180 stopniach <3.
Od lewej: pieczony ser z nerkowców, paprykowy ser z agarem (serce), paprykowe, wędzone kulki w migdałach, serki koperkowe z agarem i wielka, serowa pikantna kulka.
Drugi ser nie wymagania gotowania czy też pieczenia. Smakuje idealnie na kromce świeżego chleba. Jest lekko pikantny i mocno paprykowy. Baardzo kremowy, pyszny.
Serowe pikantne kulki

1.5 szklanki nerkowców, uprzednio namoczonych
3 łyżki ostrego sosu typu śriracha, chili lub po prostu papryczka chili w zalewie
sok z jednej cytryny
4 łyżki płatków drożdżowych
3 łyżki mleka roślinnego
1 ząbek czosnku
1 łyżka suszonej cebuli
1 łyżeczka soli
1/2 szklanki orzechów włoskich, pokruszonych
Wszystkie składniki z wyjątkiem orzechów włoskich miksujemy na gładką masę. Przekładamy ją do miski i schładzamy w lodówce godzinę. Po tym czasie formujemy kulki i obtaczamy je w orzechach. Trzymamy w lodówce.
Serowy eksperyment – ser na słodko – z sokiem z pomarańczy, kokosem, zabarwiony na niebiesko barwnikiem spożywczym 🙂

Ser paprykow z agarem w trakcie zastygania
 Świetna zabawa z tymi serami. Wcale nie taka czasochłonna, jak myślałam. Chyba jedyny minus jest taki, że większość takich serów (głównie tych z agarem) niestety nie smakuje tak, jak “prawdziwy” ser. Te kremowe lub pieczone w moim odczuciu są najbliżej oryginałów. Być może jednak nie zawsze musi chodzić o udawanie smaków, a odkrywanie ich na nowo? 🙂

Mąka pszenna z młyna w Szadku

Mam dla Was kolejną recenzję i kolejny produkt, który chciałabym Wam polecić z całego serca. Tym razem mąka z młyna w Szadku, niewielkiej miejscowości położonej w województwie łódzkim. Mąka ta powstaje bez dodatku żadnych popularnych w mąkach pszennych
wybielaczy, konserwantów, suchego glutenu – całej “chemii” która zamiast
polepszać, pogarsza jakość oraz walory zdrowotne. Mąka jest
grubszego przemiału, dzięki czemu nie pyli się i nie osiada na dłoniach.
Dodatkowo, dla młynarzy z Szadka ważne jest to, by działać w zgodzie z
ekologią – wobec czego rozwiązania energetyczne w młynie są zgodne z
ekologią i środowiskiem naturalnym.

Uwielbiam lokalne produkty. Czym starsza jestem, tym bardziej doceniam to, co wytwarzane jest w mniejszych ilościach, ekologicznie, na miejscu. Być może jest to mniej opłacalne dla producentów, ale idzie za tym coś głębszego, niż tylko chęć zarobku. Młyn w Szadku działa już od 1993 roku i jest oparty na wielopokoleniowej tradycji młynarskiej. 
Byłam mile zaskoczona, gdy po otwarciu opakowania zobaczyłam różnicę w wyglądzie mąki. Nie jest ona tak drobno mielona jak zwykłe mąki sklepowe. W kuchni praca z nią to czysta przyjemność. Nie wiem, o co chodzi, ale każde ciasto, każdy naleśnik czy samosa przygotowana z tą mąką wychodził tak, jak należy i był bardzo smaczny. Pieczenie bez jajek to dla mnie żaden problem, ale ciasto czekoladowe nie wyszło gumiaste i myślę, że to mogła być zasługa właśnie tej mąki.  Myślę, że gdybym miała dostęp do niej na co dzień, to z pewnością używałabym tylko jej. 
Młynarze, pomyślcie proszę o dostawie do Krakowa (i nie tylko)! 🙂
W trakcie testowania mąki przygotowałam między innymi samosy z nadzieniem z batatów i ciecierzycy, naleśniki oraz ciasto czekoladowe (przepis innym razem ;)).
Przepis na samosy jest banalny. 250 g mąki, łyżeczka soli, chlust oleju (jeśli potrzebujecie konkretów to około 60 g :-))) ) oraz woda – około 10 łyżek, tyle, żeby ciasto się dobrze zagniatało. Mi z tych składników wyszło około 8-10 samos, zależy, jak duże pierogi lubicie :-). Pieczecie w piekarniku lub smażycie na głębokim tłuszczu. Ale to nieważne. Nadzienie jest o wiele bardziej ekscytujące! 😀
Genialne nadzienie – do pierogów, naleśników lub jako pasta na chleb
 
2 średnie ugotowane bataty
2 szklanki ugotowanej ciecierzycy
odrobina oleju rzepakowego
przyprawy: sól, pieprz ziołowy, kumin (1 łyżeczka), garam masala(1 łyżeczka), czosnek w proszku, papryka wędzona – wszystkiego szczypta, chyba, że w nawiasie napisałam inaczej. 
Bataty i ciecierzycę tłuczemy tłuczkiem do ziemniaków (można też wrzucić do blendera, robota itp) oraz dodajemy olej i wszystkie przyprawy. Voila!
Z góry mówię, że samosy zostały pożarte nim zdążyłam zrobić zdjęcia 🙁

W zestawie, który otrzymałam od młynarzy, poza mąkami znajdowany się również kuchenne gadżety – pięknie dziękuję 🙂

Na zdjęciu poniżej widzicie naleśniki przygotowane z użyciem mąki z Szadka. Jako nadzienie – jarmuż duszony z czosnkiem. Do przygotowania ciasta naleśnikowego, poza recenzowaną mąką (+/- 2 szklanki) dodałam także 2 łyżki mąki z ciecierzycy (może być też kukurydziana lub zmielone płatki owsiane), sól, chlust oleju rzepakowego oraz wodę (tyle, żeby uzyskać konsystencję gęstszej śmietany, zawsze po usmażeniu pierwszego naleśnika to dostosowuję).
 

Więcej informacji na temat Młyna w Szadku znajdziecie na ich stronie: www.mlynszadek.pl