Edamame Vegan Sushi – recenzja

Na początku tego roku na ulicy Wilczej 11 w Warszawie powstało kolejne miejsce z jedzeniem, które napawa wszystkich roślinożerców nadzieją na lepsze czasy. W zeszłą niedzielę miałam ogromną przyjemność zobaczyć ów przybytek i skosztować tego, co najlepsze w menu. Wyznam Wam już na początku – zakochałam się w tym miejscu. 
Proszę Państwa, przed Państwem Edamame – pierwsze w Polsce wegańskie sushi!
Na swojej stronie piszą, że ich kuchnia jest w 100% wegańska, w 100% elegancka i w 100% zdrowa. Podpisuję się pod tym obiema rękami. Osobiście zwróciła moją uwagę chyba najbardziej elegancja i piękno z jakimi to wszystko, co jadłam zostało podane. Każda rzecz była niezwykle kolorowa i starannie przygotowana. Na początku zostaliśmy uraczeni kombuchą – to napój z grzybka kombu, który smakuje w sumie jak lemoniada. Bardzo spasowała mi wersja z dodatkiem klonu, była nieco cytrusowa, obie wersje świetnie gaszą pragnienie. 
 

Zaraz po tym na stół wjechało edamame – czyli nic innego, jak młoda soja w łupinach 🙂 Delikatnie posypana solą stanowiło to świetną przekąskę. 

Kiedy byliśmy już lekko zapchani fasolką, otrzymaliśmy danie główne do testowania – przepyszny i przepięknie wyglądający set sushi. Na zdjęciu poniżej widzicie od lewej:

– boczniak w tempurze – ogórek – awokado – sos teriyaki – sos chilli – sałata – sezam
– pak choi w tempurze – awokado zawinięte w grilowanego bakłażana z sosem teriyaki, sezamem i żurawiną
– tofu wędzone – szczypiorek – szparag – awokado

Jak widzicie, wszystko wyglądało cudownie, a smakowało nieziemsko. Nawet mój ukochany, który zawsze od sushi uciekał, tym razem jadł ze smakiem. Byłam na początku przerażona, że wszystko mi zje 😉 ale okazało się (na szczęście), że podzieliliśmy się mniej więcej po równo kawałkami.  
Oczywiście sushi zostało podane tak, jak należy: z miseczką na sos sojowy (sosów sojowych na każdym stole są 3 rodzaje – zwykły, o obniżonej zawartości sodu i bezglutenowy), marynowanym imbirem w dwóch kolorach i moim ukochanym wasabi. Uwielbiam, kiedy ostrość wasabi wchodzi do nozdrzy :-D, jest to zupełnie inne uczucie, niż podczas jedzenia papryczki chili (wtedy pali w przełyk, nie lubię).

Kiedy już byliśmy naprawdę najedzeni, otrzymaliśmy kolejny talerz (na szczęście ostatni – bo nic więcej byśmy nie zmieścili, mimo, że oczy chciały jeść non stop). Na zdjęciu widzicie:
– szparag – chilli (i chyba coś jeszcze, ale nie zapisałam)
– shisho w tempurze – papryka zawinięta w awokado i sezam (tak przynajmniej pamiętam ;)) 

I zgadnijcie co? To sushi po prawej stronie okazało się być tym, które mi chyba najbardziej smakowało, a wszystko dzięki maślanemu awokado. Genialne.  W ogóle to wszystko było przepyszne. Odniosłam wrażenie, że składniki są bardzo dobrej jakości i co ważniejsze – ktoś miał niesamowitego nosa, jak je dobrać ze sobą.  

W ogóle, to ekipa pracująca w Edamame to mega fajni ludzie. Obsługiwała nas sympatyczna, wytatuowana dziewczyna, którą polubiłam z miejsca. Szef kuchni zdradził, jak prawidłowo jeść sushi. Czułam się, jakbym była stałym klientem. I pewnie bym była, gdybym mieszkała na co dzień w Warszawie, bo ceny, jakie proponuje Edamame są na każdą kieszeń. Zapomnijcie o drogim sushi dla hipsterów. Tu możecie zjeść takie pyszności za grosze.
Podsumowując, mogę Wam powiedzieć jedno: MUSICIE TAM IŚĆ. Pyszne jedzenie i świetna atmosfera. Takich miejsc nam trzeba. Kiedy jakaś gwiazdka Michelin?? 🙂
Nie zapomnijcie o odwiedzeniu ich strony internetowej, swoją drogą bardzo dobrze zrobionej oraz zalajkowaniu ich profilu na FB

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *