Lifebook #4

Powiem Wam, że ten czas zapieprza jak głupi. Ani się człowiek obejrzy, a tu już koniec czerwca. U mnie dużo zmian – jak zwykle 😀 Uwielbiam zmiany, czuję się w nich jak ryba w wodzie. Uwielbiam też planować, i realizować zaplanowane wcześniej działania. 
Najbliższe miesiące będą dla mnie bardzo intensywne, wręcz szalone. Cóż takiego się dzieje? Ano, wyprowadzam się z Krakowa po 10 latach mieszkania tutaj! 😀 Moim kolejnym miastem będzie Trójmiasto, a w zasadzie to Gdańsk. Bardzo zależało mi na tym, żeby uciec z Krakowa jeszcze w tym roku. Cudownie się złożyło, że zmieniam pracę, a firma, do której się przenoszę ma biura w kilku miastach w Polsce, w tym nad morzem. Jako że kocham polskie morze, mój wybór nie mógł być inny. Jak wiecie pewnie, każda przeprowadzka to dość duże wyzwanie logistyczne, kiedy nie ma się auta, a wyprawa na drugi koniec kraju, jeszcze z kotem, to już istne wariactwo :)Obecnie jestem na etapie pozbywania się rzeczy z obecnego mieszkania, tak, żeby przewieźć tylko to, co jest mi naprawdę potrzebne. Wyjadam też zapasy jedzenia – kasz, fasol, płatków owsianych, wypijam herbaty. Do Gdańska zawiezie mnie kuzyn, ale jego samochód osobowy ma ograniczoną pojemność, więc przede mną dużo roboty. Nie biorę żadnych mebli – materac, biurko i krzesło sprzedaję/oddaję za friko, pozostaje jedynie drapak koteła, który mam nadzieję pięknie złożyć. Tak czy inaczej dygam się, że się nie zmieszczę 😀 Aha, jednocześnie szukam mieszkania w Gdańsku, spotykam się pożegnalnie ze znajomymi krakowskimi i powoli przygotowuję się do Runmageddonów 🙂 Crazy, crazy is my life…

W tym miesiącu nie gotuję praktycznie w ogóle, bo chodzę na obiady do knajpy, korzystając z karty benefit lunch. Do kucharzenia powracam w lipcu – ale będę wyjadać zapasy, więc jedzenie będzie mega proste. Kasze/ryże/fasole + warzywa. Na śniadanie jem teraz owsiankę (daktyle, rodzynki, goji, nerkowce, masło orzechowe, czekolada, owoce), na obiad będą zapasy (będę chciała jak najwięcej surowizny tu dorzucić), a kolacja u mnie to przejaw nieustannej słabości do pieczonych ziemniaków, do których dorzucam tempeh, kalafior czy pieczarki.
Poniżej parę zdjęć z ostatnich dwóch miesięcy 🙂
Przegenialne paluszki z selera w cieście ciecierzycowym od Tofu Bistro – Veganmania Katowice

Spełnienie moich wegańskich marzeń o roślinnym serze pleśniowym, czyli Serotonina <3

Moja kotula <3

Męska półka w sklepie z eko i wegańskim obuwiem – Fairma – ul Dajwór w Krakowie

Gumowe sandały, myślę o nich ciągle 🙂

Selfiacz z balkonu :))))

Jedzenie moich marzeń – pieczone ziemniaki i kalafior na parze

Ostatni nabytek do drippa. Uwielbiam alternatywne parzenie kawy – jestę hipsterę 😉

Zdjęcie kiepskie, ciemno było – ale, ale..świetny koncert folkowego zespołu Zawiało 🙂

Takie mam poranki 🙂 Nie patrzcie na bałagan w tle 😀

Kalafiorex z wegan bekonem. Umarłam i jestem w niebie.

Penne putanesca w wersji wege

Znowu! Ziemniaki pieczone z kalafiorem i pieczarkami <3

Przepyszne piwo pszeniczne z browaru w knajpie Plac Nowy 1

Ramen w wersji wegańskiej (bez wołowiny), ale czad!! Czosnkowo <3

Zakupiłam sobie nowe pojemniczki na jedzenie, zakochałam się w ich wyglądzie 🙂

Nie kupujcie, paskudne 🙂

Owsianka z brzoskwiniami

Zakupy z EkoPasaż Helfy – mniam 😀

Kasza bulgur, gotowany na parze kalafiores i tempeh – mogę jeść tylko to 🙂

Banalne babeczki czekoladowe. Dorzuciłam nerkowce i gorzką czekoladę z malinami

Makaron z warzywami: bób, cukinia, pomidory, do tego boczniaki i płatki drożdżowe