Lifebook #5

Wracam po dłuższej przerwie. Z jednej strony miałam ręce pełne roboty – przeprowadzka i ogarnianie masy obowiązków, z drugiej strony nie miałam też zbytnio weny na pisanie. Od ponad miesiąca jestem w Gdańsku. W obecnym mieszkaniu nie mam jako tako Internetu i korzystam z mobilnego, przez to też mniej okazji było na napisanie jakiegoś posta. Dziś miałam jednak mocne postawienie, aby coś stworzyć 😉
Zdjęć trochę się nazbierało.  Trochę ciekawych wydarzeń też było. Udało mi się np. wylądować w szpitalu na parę dni z zapaleniem trzustki 😉 Jak do tego doszło?

Pokarało mnie za zjedzenie frytek z McDonaldsa a potem popicie je piwem :/ To na pewno wywołało zapalenie, i przyznaję, było dość hardkorowo. Nigdy wcześniej nie miałam problemów z trzustką i też nigdy wcześniej tak bardzo nie bolał mnie brzuch. Nigdy też nie byłam w szpitalu 🙂 ani nie miałam głodówki – miałam wrażenie, że nie da się wytrzymać bez jedzenia dłużej niż 3 godziny 😛 Da się, jakby co. Gorsza od głodówki jest dieta półpłynna. Kaszka manna na wodzie jest tak obrzydliwa, że szczerze mówiąc wolałam kroplówkę. Najśmieszniejsze były zalecenia: dieta lekkostrawna (??) i zero alkoholu. Brak procentów to nie problem, zresztą, dotychczas piłam naprawdę niewiele alko. Tylko czym jest dieta lekkostrawna na diecie roślinnej, skoro w porównaniu do diety szpitalnej (choćby chleb z masłem i serem żółtym), to tu wszystko jest lekkostrawne 😉 – i to przecież nie moja dieta spowodowała to zapalenie. Może kombo frytki + piwo, ale ile razy już się tak jadło?
Lekarze dotychczas nie rozkminili przyczyn mojego zapalenia, a ja nie tykam alkoholu, bo zwyczajnie się boję. 
Poza tym incydentem wszystko w porządku. Jaram się Bałtykiem i kiedy tylko mam chwilę to idę na spacer na plażę (15 minut :D). Obżeram się pysznościami z Avocado. Jeżdżę na rowerze. Dużo programuję.
W sierpniu zaliczyliśmy z Marcinem pierwsze wegańskie wesele – było przepięknie i mega smacznie. Zobaczcie na zdjęciach. 

Jedno z pysznych dań w Avocado Przymorze <3
Z ukochanym na ślubie 🙂 Przyznam, że to był pierwszy “mój” ślub, na którym ze wzruszenia płakałam. Mega romantycznie było 🙂

Wegańskie wina 🙂

Zdjęcie z bufetu śniadaniowego w hotelu NH w Poznaniu – byłam bardzo mile zaskoczona 😉

 To jeszcze Kraków – świeżo otwarta knajpka – z całego serca polecam 🙂

Koty się polubiły 🙂 Generalnie moja Funia rządzi – to ona goni kocura, to ona sra mu do kuwety i zżera jego chrupki. #girlpower

Widok z mojego bloku <3 Tak, to morze <3

Wegański omlet z bobem w Je Sus w Poznaniu. Kocham Was!!!

Ciacho z owocami sezonowymi z Je Susa. Mniam <3

Krokiety z soczewico z Avocado. Bardzo, bardzo lubię.

Wizyta w Toruniu. Lubię czasem poczuć się jak standardowa turystka 😉

Obiad z Ciasnej – baaardzo fajnej wege knajpki w Toruniu. Mój M chodzi tam regularnie 🙂

To jeszcze a propos mojego ukochanego. Taki obiad mi zrobił i przywiózł na pkp w Toruniu, kiedy jechałam pociągiem 8 h (z Katowic do Gdańska) i zapomniałam na peronie reklamówki z jedzeniem <3

Poziomki z ogrodu Marcina. MARZĘ o własnym ogrodzie!

Tort weselny – oczywiście wegański :))

Czekolada też wegańska :)))

Monika postawiła to lustro chyba do robienia selfie :))

 Śląski obiad w wersji roślinnej – pieczeń (z seitana), sos, dwa rodzaje klusek, pieczone ziemniaki i warzywka. Przepyszne było.

Ostatnie większe zakupy z Biedronki. Ten chia pudding paskudny, nie kupujcie. Spody do pizzy polecam, chrupki też niezłe. Zupa dyniowa bardzo smaczna, woda brzozowa jest bez cukru – to się chwali. Krem speculoos ciągle czeka na spróbowanie:)

 Takie morze kocham. Tu jest mi dobrze 🙂

 Fajnie zapowiadające się, choć zbyt drogie, mieszkanki ziaren z ryżem. Ktoś próbował?

To gąsienica :)) 

Ten batonik smakował tak, jakbyście zrobili puree i wysuszyli. Dziwne, choć niezłe.

Zachód słońca – zaliczony.

 Gdynia Orłowo w deszczu – kocham, kocham, kocham!