Lifebook #6

Ostatnie miesiące dla mnie to czas, który poświęciłam głównie programowaniu. Nie wszystko wyszło tak, jak planowałam, ale…jak to ja – nie poddaję się 🙂 Myślę coraz intensywniej o przeprowadzce do Berlina. Jestem zdecydowana, że to nastąpi w summer 2017, a może – jak się uda – i wcześniej. 
Gdańsk jest dość fajny. Widać, że jest biedniejszy od Krakowa i widać też, że ludzie są tutaj bardziej konserwatywni. Nie ma tu tylu obcokrajowców i różnej maści kolorowych ptaków, do czego przywykłam mieszkając 10 lat w stolicy Małopolski. Nie ma też smogu – to mnie akurat bardzo cieszy ;-). Uwielbiam mieszkać tak blisko Bałtyku i chodzę dość regularnie na plażę – zwłaszcza teraz, kiedy nie ma na niej ludzi :-D.
Jeśli chodzi o wegańskie przybytki w Trójmieście, to do znudzenia chodzę do Avocado Przymorze i Spożyvczaka (sery violife i tempeh, my love). Powoli odkrywam nowe miejsca, ale jakoś nie śpieszy mi się z tym bardzo. Będąc ostatnio w Gdyni, odwiedziłam też “I Krowa Cała”. Wizyta raczej na plus, choć gdy zobaczyłam, że do burgera dziewczyny pakują mi plaster sera z Polsoi (za który zapłaciłam 2 zł), to serce zaczęło mi krwawić. 

Ładny malunek na ścianie w I Krowa Cała

Wegański bajgiel z awokado i smażonym tofu z Rzecz Jasna. Mniam!

Zachód słońca w Nowym Porcie, dla tych chwil warto tu mieszkać 😛

Zachód słońca cd.

Pierwsza wizyta w Drukarni – bardzo dobry drip, flat white przeciętna. Wrócę tam!

Wschód słońca i poranne mgły, coś pięknego <3

Miałam przyjemność być wśród publiczności TEDx Gdynia – było niezwykle inspirująco!

Placki ziemniaczane po węgiersku w wersji wegańskiej – niebo w gębie <3

Zdjęcie z dziś – biegałam, ale na plaży było tyle muszli, że musiałam przystanąć i to uwiecznić

Klasyka – pierogi ruskie i placki ziemniaczane w Avocado Przymorze

Tak pięknie pomalowało ścianę Loft 79 w Toruniu

Spełniłam jedno z moich marzeń i zakupiłam sobie maskę Jasona Vorheesa 😉

Zimowa Gdynia – to zdjęcie z 11 listopada

Cupping w kawiarni Tłok w Gdyni – prowadził Czarny Deszcz

Bardzo smaczna, zielona herbata z kokosem – Avocado 😉

Jak nie umrzeć przedwcześnie – recenzja

Kiedy zaproponowano mi
zrecenzowanie książki “Jak nie umrzeć przedwcześnie”, to bardzo się
ucieszyłam. Z dwóch powodów. Po pierwsze, bardzo lubię dr Gregera – to zabawny,
mądry człowiek, który ogromnie przyczynia się do propagowania diety roślinnej.
Po drugie, zaintrygował mnie tytuł, bo najpierw zobaczyłam go w wersji
angielskiej ( “How not to die”). Wiecie, ja wierzę w to, że
niejedzenie mięsa może wydłużyć życie, ale żeby miało powodować, że nie umrzemy
w ogóle? 😉 Oczywiście wersja polska już została bardziej doprecyzowana i nie
powiem, trochę mi się smutno zrobiło, ale nie zmienia to faktu, że jest to
pozycja godna polecenia. Już piszę dlaczego.
Książka jest podzielona na dwie
części. Pierwsza omawia choroby i schorzenia – największych i najbardziej
bezlitosnych zabójców zdrowia Amerykanów i Amerykanek. Nie należy bowiem
zapominać o tym, że dr Greger jest Amerykaninem i pisze o realiach rodem z USA.
Mimo to, książka jest jak najbardziej aktualna i dla nas, ponieważ, jak możecie
się tego spodziewać, my także doganiamy naszych sąsiadów zza oceanu w kwestii
umieralności na choroby cywilizacyjne. Wydaje mi się, że nawet jeśli nie uknuto
u nas terminu podobnego do SAD (Standard American Diet), to niestety, odżywiamy
się równie smutno.  W USA dochodzi
jeszcze problem lobby mlecznego/mięsnego/Monsanto/Coca-Cola itp., na co zwraca
uwagę autor niejednokrotnie. Ciężko jest tak naprawdę walczyć z otyłością,
chorobami serca i całą plejadą problemów zdrowotnych, podczas gdy główni
winowajcy – są wspierani przez rząd i grube miliony. Z pewną pomocą przychodzi
dieta roślinna. Dr Greger w niezwykle ciekawy sposób tłumaczy, jak powstają
poszczególne choroby i problemy zdrowotne, co na nie wpływa i jak możemy im
zapobiegać.  Co wydało mi się bardzo
znaczące, to fakt, że tak wiele chorób ma swoje źródło w odżywianiu.  Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie, że te
wszystkie problemy zdrowotne są spowodowane jedzeniem produktów odzwierzęcych.
Jestem przekonana, że moje wybory żywieniowe – dieta roślinna – są słuszne, ale
ta książka naprawdę otworzyła mi oczy. 
Szczękę nie raz zbierałam z
podłogi kiedy czytałam o tym, jak produkty, których używam często, są w stanie
poradzić sobie z chociażby rakiem jelita grubego, lub o tym, jak pomagają
walczyć z depresją.  Przyznam się, że od
momentu, kiedy dowiedziałam się o tym, jakie cuda robi kurkuma – codziennie
dodaję ją do posiłków ;-). Możecie sobie pomyśleć, że dr Greger trochę
przesadza, bo przecież te warzywa i owoce nie mogą być lekarstwem na wszystko.
Autor jednakże wszystkie swoje teorie popiera badaniami naukowymi  i dorzuca masę przypisów. Wydaje się, że to
ma sens.
Część druga to zbiór informacji
na temat co jeść, jak jeść i w jakich ilościach. Całość opiera się o system
Codziennej Dwunastki stworzony przez samego autora.  W tym miejscu mogę Wam serdecznie polecić
aplikację na telefon pod tym samym tytułem (Daily Dozen).  W tej części dowiecie się, jakie są ulubione
owoce autora i dlaczego warto je jeść. Przekonacie się też jeszcze bardziej do
codziennego spożywania siemienia lnianego. Dr Greger zwraca również uwagę na
ćwiczenia fizyczne, a zwłaszcza – co było dla mnie dość zabawne – zachęca do
aerobiku ;-). 
Tak jak pisałam wcześniej –
jestem zwolenniczką diety roślinnej i myślałam, że nic mnie już nie zaskoczy w
tego typu publikacjach, ale po przeczytaniu książki “Jak nie umrzeć
przedwcześnie” czuję się niesamowicie zainspirowana do dbania o swoje
zdrowie. Jeśli tylko możemy uniknąć jakieś choroby poprzez jedzenie warzyw i
owoców oraz unikanie produktów pochodzenia zwierzęcego, jeśli to ma oszczędzić
nam cierpienia i brania masy lekarstw (nie wspominając już o pieniądzach, które
trzeba na nie wydać), jeśli dzięki diecie roślinnej możemy zminimalizować nasze
szanse zachorowania na raka – to dlaczego mielibyśmy nie spróbować? My, ludzie,
niestety zazwyczaj wolimy łatwe i natychmiastowe rozwiązanie – dlatego
odżywiamy się fast-foodami i pożeramy ogromne ilości leków i suplementów.
Rozwiązanie wielu naszych problemów wydaje się jednak leżeć gdzie indziej – w
roślinach.