Przepisy na szczęście – recenzja

“Przepisy na szczęście” autorstwa Mai Sobczak, którą możecie kojarzyć z bloga Qmam kasze, trafiła w moje ręce dzięki wydawnictwu Muza. Ostatnio nie mam weny w kuchni, gotuję bardzo prosto i staram się temu poświęcać minimum czasu. Przyznam jednak, że przeglądając przepisy z tej książki, nabrałam ponownie ochoty na pichcenie.

Przepisy na szczęście

Książka Mai to nie tylko pomysły, jak coś ugotować. To także dużo opowieści z dzieciństwa i podróży. Historie o tym, jak najprostsze potrawy mogą smakować obłędnie. Autorka czaruje już od pierwszych stron:

Oddaję w Wasze ręce odrobinę siebie, inspiracje, czas, kolory i smaki mojego życia. Łyżkę szczęścia, miłości i zaangażowania. Niech ta książka żyje, niech będą na niej tłuste i mączne ślady paluchów, Wasze komentarze  i rysunki, zagięte rogi i przylepione karteczki z adnotacjami. Do szczęścia wystarczy pierwszy błysk w oku.

Jaka tematyka na nas czeka? Maja skupia się na przepisach z ryżu, komosy ryżowej, chia i kiszonkach. Lubię tego typu pozycje – ograniczenie się do używania tylko konkretnych produktów wyzwala dużą dozę kreatywności. Martwiłam się trochę, czy nie będzie to przegięcie w drugą stronę – w końcu quinoa jest w Polsce ciągle droga, niestety. Być może lepszym pomysłem byłoby zastąpienie jej czymś bardziej “naszym”. Są za to kiszonki, które koniecznie muszę wypróbować. Przepisy ogólnie są proste – co uważam, za wielki plus.

Bardzo podoba mi się też to, że Maia gotuje w klimatach pięciu przemian, ponieważ jest to nurt kulinarny, który od jakiegoś czasu mnie dość ciekawi. Sama odkrywam potęgę przypraw i ziół, staram się dobrze odżywiać mój organizm. Jednym z przepisów, który stosuję praktycznie od kiedy skończyłam czytać książkę, jest szot z kurkumy. Nie trzymam się jakoś bardzo proporcji, po prostu mieszam składniki na oko 😉 Zazwyczaj idzie więcej soku z cytryny.

1/4 łyżeczki mielonej kurkumy

łyżeczka soku z cytryny

1/2 łyżeczki dobrego miodu (u mnie syrop ryżowy)

szczypta czarnego pieprzu

odrobina wody

Uwielbiam zdjęcia, które znajdują się w “Przepisach na szczęście”. Są nieskomplikowane, bardzo minimalistyczne – takie jak osobiście lubię najbardziej.

Podsumowując – serdecznie polecam Wam “Przepisy na szczęście”. To książka pełna ciepła i ciekawych, acz nieskomplikowanych przepisów. Myślę, że skłania też nieco do refleksji, zachęca do tego, aby zwolnić w życiu.

Jak zacząć programować – dekalog dla kobiet i nie tylko

Jak zacząć programować? Jak rzucić korpo i nauczyć się Rubiego? Czemu jesteś taka odważna? Tego typu pytania dostaję dość regularnie w formie offline i online. Pomyślałam sobie, że dziś opowiem Wam trochę o tym, jak ja zaczęłam swoją przygodę z kodzeniem i co polecam dla osób początkujących. Z góry mówię, że żadna ze mnie wybitna programistka – ciągle się uczę, ciągle uważam się za późniego juniora. Jeszcze długa droga przede mną, co nie przeszkadza mi się trochę powymądrzać 😉

Poniższy dekalog zaprezentowałam już jakiś czas temu uczestniczkom kolejnej edycji Django Girls w Krakowie, dziś czas na pokazanie tego światu. Ja napisałam go z myślą o dziewczynach i kobietach, które zaczynają programować, ale uważam, że owe zasady są bardzo uniwersalne.

Zdaję sobie też sprawę, że polecam Wam konkretne języki i frameworki, a o innych nie wspominam ani słowem – pls don’t hate, piszę o tym, na czym się mniej więcej znam.

I Nie bój się – poradzisz sobie

Ten punkt kieruję w szczególności do dziewczyn. Wiele z nas uważa, że nie ma ścisłego umysłu, że programowanie jest trudne i nigdy sobie nie poradzą. Programowanie jest trudne – zgadzam się. Czy potrzeba do niego tzw. ścisłego umysłu? Nie wydaje mi się.

Według mnie nauka programowania to tylko kwestia samozaparcia, bycia konsekwetnym i odpowiednia motywacja. Z drugiej strony, umiejętność programowania a bycie dobrym programistą to niekoniecznie to samo.

Nie trzeba także studiować informatyki lub pochodnych, żeby kodzić. Wszystkiego można się nauczyć samemu. Nie jestem fanką płatnych kursów typu CodersLab. Mi osobiście byłoby trochę szkoda kasy, w momencie kiedy cała wiedza jest dostępna w necie za darmo.

II Frontend czy backend? Nieważne

Myślisz, że chcesz programować, ale nie wiesz od czego zacząć? Pomyśl, do czego programowanie ma być Ci potrzebne. Chcesz robić strony internetowe? Tworzyć szpanerskie aplikacje dla startupów? Pracować ze sztuczną inteligencją?

Jeśli nigdy wcześniej nie miałaś styczności z kodem, to zacznij od podstaw – HTML, CSS. Później Javascript. Zostań tu, jeśli Ci się spodoba i zacznij ogarniać jakiś fajny framework lub bibliotekę – u mnie na tapecie React <3

Idziesz głębiej? Pomyśl o Pythonie lub Rubim jeśli marzy Ci się tworzenie aplikacji internetowych (do tego koniecznie framework typu Django lub Ruby on Rails – ja tak zaczynałam).

To nieistotne, czy zajmiesz się frontendem czy backendem, najważniejsze, żeby Twój wybór Cię faktycznie kręcił i kodzenie w nim sprawiało przyjemność.

III Pytaj o to, czego nie wiesz

No ok, ale przecież ja nic nie wiem. Co mam zrobić, jak pojawi się jakiś błąd? Skąd wiedzieć, jak coś zainstalować?

Spokojnie. Tak jak wyżej pisałam – w necie jest wszystko. Uważam, że w pracy programisty niezwykle istotna jest umiejętność korzystania z Google. Dodatkowo, istnieje genialne stackoverflow.com, dzięki któremu rozwiązałam już masę swoich problemów. Prawdziwe kodzenie zaczyna się wtedy, kiedy nie znajdujesz rozwiązania problemu w Internecie 😉

IV Miej wokół siebie ludzi

Wujek Google to jedno, pomoc w postaci człowieka też jest przydatna. Polecam na początek znaleźć sobie mentora lub osobę, która pomoże, kiedy wszystkie źródła internetowe zawodzą. Najlepiej jeśli będzie to ktoś doświadczony. Może pomóc również zadawanie pytań na forach lub grupach FB, zanim jednak to zrobisz, użyj wyszukiwarki – być może takie pytanie już się pojawiło.

V Socjalizuj się i wspieraj

Kiedy zaczynasz i dopiero wchodzisz w branżę, to fajnie jest pojawiać się na różnego rodzaju wydarzeniach. Dowiesz się nowych informacji i poznasz ludzi. To może się później przydać, kiedy będziesz szukać pracy. W momencie gdy coś już umiesz – dziel się wiedzą. Nie zniechęcaj.

VI Ucz się nieustannie. Za darmo

W Internecie można znaleźć masę darmowych kursów, tutoriali i książek. Osobiście zaczynałam od codeacademy.com, codeschool.com, egghead.io . Jeśli chodzi o HTML/CSS/JS – dokumentacja jest na tyle świetna, że zazwyczaj zapoznanie się z Mozilla Developer Network oraz docsami frameworków wystarczą. Oczywiście, jeśli jesteście kompletnymi świeżynkami, ogarnijcie wpierw tutoriale.

VII Ogarnij Linuxa i gita

Jeśli planujecie kodzić, to prędzej czy później trzeba będzie przesiąść się z Windowsa na Linuxa lub Maca. Tańszą opcją jest oczywiście Linux, chyba, że jesteście już dumnymi posiadaczami sprzętu z jabłkiem w logo. Czy to Linux czy Mac, na początek zapoznajcie się z terminalem i jego podstawowymi komendami. To jest bardzo podstawowa i obowiązkowa wiedza. Tak samo git, czyli system kontroli wersji – najlepiej na przykładzie Githuba. Github tak poza tym będzie waszym portfolio. Generalnie, w IT liczy się to, co umiecie – więc fajnie jest mieć choć jeden lub dwa projekty do pokazania.

VII Praktykuj zawzięcie

Naprawdę, nie potrzebujecie kończyć studiów, żeby programować. Bardzo fajną alternatywą jest Odin Project oraz Free Code Camp. Dodatkowo, masę darmowych kursów znajdziecie też na i EdX. Teoria swoją drogą, ale najważniejsza jest praktyka. Piszcie dużo swojego kodu i analizujcie czyjś kod – chociażby na Githubie. Projekty, projekty, projekty. Tak nauczycie się najwięcej. Z góry mówię, że najwięcej czasu pewnie przyjdzie Wam poświęcić na szukanie błędów. Dlaczego to nie działa? Dlaczego to działa? Ogarnijcie też Dev Tools – najlepiej na Chrome. Umiejętność debuggowania jest na wagę złota.

IX Nie trać swojego stylu

Punkt kierowany głównie dla kobiet. To, że wchodzicie w branżę ciągle jeszcze opanowaną przez facetów, nie znaczy, że musicie się zachowywać tak, jak oni. Pozostańcie sobą, zaznaczajcie swój styl. Zróbcie sobie fajne i oryginalne CV. Komunikujcie się otwarcie.

X Podążaj za głosem serca

Tak, wiem, straszne cliché, ale dużo w nich prawdy. Jeśli czujecie się źle w obecnej pracy, zawodzie itp., zmieńcie to. Czasem jest to nieco prostsze, czasem wymaga trochę więcej wysiłku. Kiedy rzucałam korpo, miałam naprawdę dobrą sytuację zawodową – umowa na czas nieokreślony, fajny zespół, ekstra klienta. Mimo to, czułam się nieszczęśliwa – realizowałam swoje pasje po godzinach pracy, kiedy byłam już dość zmęczona. Bardzo mnie to frustrowało, bo to, co robiłam w pracy, niezbyt mnie interesowało i nie czułam potrzeby rozwoju, wspinania się po kolejnych szczeblach kariery. Porozmawiałam szczerze z szefem, zgodziłam się na dłuższy okres wypowiedzenia i poczułam ogromną ulgę (mimo, że wtedy jeszcze nie wiedziałam, co będę dalej robić zawodowo, programowanie pojawiło się parę miesięcy później). Potrzebowałam mniej więcej dwóch lat, żeby ogarnąć się finansowo w nowej branży. Ten czas był cholernie stresujący i momentami nieprzyjemny, ale nie żałuję zmiany.

 

Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia i wskazówki okażą się dla Was pomocne. Co o nich myślicie?

W razie pytań, wątpliwości, zapraszam do kontaktu na maila.

Lifebook #7

Ostatni #lifebook był jeszcze w zeszłym roku, a więc jak możecie się spodziewać, od tamtej pory zdarzyło się dość dużo. Zmieniłam pracę, przeprowadziłam się do innego dzielnicy Gdańska, poznałam masę nowych i fajnych ludzi, udało mi się również odwiedzić Kraków oraz rodzinny Rybnik.

Nie będę opisywać wszystkich szczegółów, ale przygotowałam dla Was parę fajnych zdjęć. Jak zwykle, będzie jedzenie.

Koncert “Zimowe piosenki Franka Sinatry”

W sumie, nie jestem przekonana, że wybrałabym się sama z siebie na taki koncert, ale szli koledzy i pytali czy idę. Więc poszłam i wzięłam też M. Było pięknie i magicznie, choć bardzo krótko – to jedyne rozczarowanie. Szkoda też, że taki koncert nie był w grudniu – bo piosenki były mocno świąteczne.

Coffeedesk

Czy pisałam już kiedyś, że kocham kawę i kocham coffeedesk.pl ? To jak dla mnie główne źródło kawy do parzenia alternatywnego. Zdjęcie przedstawia prezent, który dostałam “pod choinkę” od obecnego współlokatora. Kawa była przegenialna, sama wybierałam 😉

Koteły dwa

czyli Tofik i moja Funia (po prawej). Przez pół roku wspólnego mieszkania dość dobrze się dogadywały. Funia jest dwa razy mniejsza, ale zazwyczaj to ona prowokowała bójki i gryzła nieszczęsnego Tofencjusza w tyłek 😀

Bałtyk zimą

Uwielbiam bardzo. Jest niewiele ludzi, a woda jest krystalicznie czysta. No i ten jod. I muszelki. I w ogóle. Kto nie był nad morzem polskim w zimie, koniecznie powinien spróbować 🙂

Wege Rybnik

Ku mojemu zaskoczeniu, w Rybniku funkcjonują już dwie wege knajpki. Masala, która działa kilka dobrych lat (jakieś 10 minimum, odprawiałam tam bodajże 19 urodziny), oraz Wege Baobab – rok. W obu miejscach jedzenie jest przepyszne i mają opcje wegańskie. To jest dobra zmiana.

Znowu Bałtyk zimą – to zdjęcie z 1 stycznia 🙂

Zmiana mieszkania i lokalizacji

Do końca stycznia mieszkałam w Nowym Porcie, gdzie de facto jedynymi plusami były bliskość morza i fajna współlokatorka. Teraz wynajmuję przytulne mieszkanie w Oliwie, zaraz przy Trójmiejskim Parku Krajobrazowym i dzielę je wraz z kolegą z byłej pracy. Jest też oczywiście moja kota Funia. Fajnie jest.

Kraków

W tym tygodniu spędziłam 3 dni w Krakowie. Bardzo przyjemnie było tu wrócić i wydać kasę na pyszne jedzenie 😀 Spotkałam się z milionem ludzi, zjadłam tonę wegańskiego żarcia i wypiłam litry napojów. Smogu nie stwierdzono. Odwiedziłam Karmę, Tekturę, Novą Krovę, Pod Norenami, Oriental Spoon, Alchemię i Omertę <3

Proste jedzenie

Od jakiegoś czasu jem prosto. Nie chce mi się kombinować w kuchni. Najchętniej jadłabym tempeh, fasolkę szparagową, kalafior i chleb z oliwą i pomidorami. Ser violife. To jest sens życia 😛

Tłok

Jeśli chodzi o kawiarnie w 3city, to jestem wielką fanka Drukarni gdańskiej i gdyńskiego Tłoku. Genialni ludzie, pyszna kawa i dobra energia. Nawet udało mi się wygrać w domino!

Proste jedzenie cd.

Ulubione śniadanie: tofu, warzywa i chleb. Z patelni. Rewelacja.

Trójmiejski Park Krajobrazowy

Byłam tam jak na razie raz, ale od jutra będzie biegane. Jak na razie, jestem oczarowana <3

Wiosna w Krakowie

Odwiedziłam Kraków po ponad pół roku mieszkania w Gdańsku. Dużo się nie zmieniło, nadal jest fajnie, nadal czuję się jak u siebie w domu. Z tym, że… obecnie chyba wolę Gdańsk 😉