Lifebook #10 – październik

Październik minął cholernie szybko! Spędziłam jeden cudowny weekend z ukochanym, w kolejny odwiedziła mnie przyjaciółka z rodzinnego Rybnika, miałam przyjemność też spotkać się z inną przyjaciółka – tym razem z Krakowa. Dużo tęskniłam za M.

Rozrywkowo – po raz pierwszy odwiedziłam legendarny chyba sopocki klub Sfinks 700 na imprezie z muzyką synthwave – było baardzo dobrze. Dodatkowo, byłam na świetnym koncercie w klubie Żak – grali Pola Rise i Night Marks. Bardzo moje klimaty.

Ostatni dzień października – dziady/halloween – to już drugi raz z rzędu rewelacyjna impreza w B90 – VHS Helloween. Dwa totalnie najgorsze horrory na świecie z lektorem na żywo – ta kombinacja sprawia, że płakałam ze śmiechu przez cały czas. Gorąco polecam 😀

Yaay! Drukarnia wprowadziła w końcu wegańskie ciasta na stałe (mają je od Fukafe) <3

Gdańsk Wrzeszcz nie szanuje pantoflarzy.

Pozostałości z Berlina –  mielone z chlebowca. Z makaronem przepyszne.

Flat white z mlekiem sojowym z kawiarni rowerowej w Gdyni Orłowo – wyjątkowo smaczna. Tego mi było wtedy trzeba 🙂

Koteł lubi czasem wleźć do pralki <3

Cudowna ekipa z Night Marks. Jeśli ktoś nie wierzy, że polska muzyka może być smaczna, zapraszam do posłuchania tych panów. Robią dobrze moim uszom.

Klasyczne śniadanie w moim domu. Omlet z mąki z ciecierzycy, do tego duszone warzywa. Niebo w gębie.

Bałtyk. Zawsze piękny. Najpiękniejszy w zimie i brzydkiej pogodzie. Gdynia Orłowo to miejsce, które mogłabym odwiedzać codziennie i chyba nigdy by mi się nie znudziło.

W końcu! Udało mi się wybrać na ostatnią edycję tegorocznego pchlego targu w Oliwie. Jakie cudowne rzeczy można było kupić 🙂 Spodobał mi się wyjątkowo krzyż ze zdjecia.

To zdjęcie zrobiłam czekając na przyjazd ukochanego. Jakoś zawsze nasze spotkania wypadają w okolicy pełni i mamy przyjemność obserwować taki piękny księżyc. Coś musi być na rzeczy 😀

Kupiłam sobie pierścionek od Liquid Candy. Mosiądz z surowymi demantoidami z Namibii 😀 brzmi czadowo, prawda? 😀

Koteł kiedy nie śpi w pralce, to wybiera moje uda. Zwłaszcza, kiedy muszę pracować 😉 Weeeź, człowiek.

Pamiątkowe zdjęcia przed pierwszym wejściem do Sfina. Co to była za noc 😉

Kolejne berlińskie resztki – wegański tuńczyk. Smaczny, choć jak na tuńczyka za mało słony 😀

Kupiłam sobie portfel od Spocket. Swoje kosztował, ale jest płaski, ekologiczny i ładny. Mam nadzieję, że posłuży długo. Mieści tyle, ile chciałam – czyli parę kart, banknoty i jakieś drobne.

Kawiarnia Tłok w Gdyni to jedno w moich ukochanych miejsc w Trójmieście. Fantastyczna obsługa, pyszna kawa i ciasta. Genialny klimat.

Bardzo spodobał mi się pomysł Vegan Portu na wazon. W tle ręce ukochanego 😀

Na koniec ziemniaki. Bo czemu nie (dzięki, Ania!). Nadal jem prawie codziennie. Podobno tuczą – nie wierzcie w to 😀



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 + 12 =