Lifebook #13

Dziwny był ten miesiąc. Zaczął się bardzo dobrze, a skończył zaskakująco (słowo-klucz) źle. Przeprowadzka do Szczecina jak na razie zawieszona w czasie i przestrzeni, a ja próbuję się odnaleźć w nowej, nieplanowanej dla mnie rzeczywistości ;).

Z drugiej strony, mogę nieco dłużej nacieszyć się Zatoką Gdańską i plażą. Nie muszę też stresować mojego kota 2-tygodniowymi wakacjami w zupełnie obcym miejscu. Do celów przeprowadzkowych pozbyłam się ogromnej ilości rzeczy, więc to mam już z głowy. Witaj minimalizmie 🙂

Dużo jest niewiadomych w obecnej sytuacji, ale postanowiłam, że mimo wszystko chcę być wsparciem dla mojego męża, bo jemu też jest ciężko i czuję, że tego potrzebuje. Dodatkowo, w tym momencie planuję się skupić na sobie. Wracam do regularnych ćwiczeń (kupiłam nawet 12kg kettlebella :D), od paru tygodni udaje mi się codziennie rano ćwiczyć jogę. W styczniu odżywiałam się naprawdę kiepsko, więc chcę teraz trochę więcej pogotować i zwyczajnie o siebie zadbać. Podobno po ślubie się tyje, ja jak na razie schudłam 3kg.

Pracuję nad paroma nawykami od jakiegoś czasu. Jak wcześniej wspominałam, rano ćwiczę jogę (i robię 50 przysiadów). Po pracy idę na spacer, żeby dać oczom odpoczynek od kompa. Jem B12 i witaminę D. Chciałabym jeszcze wrócić do czytania książek, bo dawno tego nie robiłam, i regularnej nauki/rozwoju. Kupiłam sobie też karty do tarota i powoli się uczę.

Co poza tym działo się w styczniu? Spotkałam się ze znajomymi z byłej pracy, znajomymi z obecnej pracy (i to nawet dwa razy :D), byłam na TOGu w Wydziale Remontowym (ale było słabo muzycznie, przyznam). Widziałam się z ziomalkami z GG dwa razy, skutkiem czego był brzuch bolący od śmiechu i mniej rzeczy. Kupiłam sobie nowego drippera i znowu piję pyszną kawę <3. To tak w skrócie, reszta na zdjęciach, zapraszam 🙂

Bukiecik, który kupiłam od pani w przejściu podziemnym późnym wieczorem

Kitku z naciągniętą głową, kocham ją <3

Piękny obraz, który możecie znaleźć w Klatce B w Gdańsku. Dobre jedzenie, polecam 😉

Cappuccino z mlekiem kokosowym w Costa Coffee – od dziś biorę tylko takie <3

Krokiety ze szpinakiem, suszonymi pomidorami, pieczarkami i tofu-fetą w Avocado, dowód na to, że zweganizować można wszystko 🙂

Nienawidzę stycznia i lutego – szaro, buro i zimno. Kolorowe paznokcie powinny trochę ożywić 😉

Znowu Avocado, tym razem quesadilla w dostawie. To chyba moje ulubione danie 🙂

Zaskoczenie, wegańska szarlotka w Starbucks. Oby był to dopiero początek roślinnych opcji 🙂

Upolowane w Rossmannie – czekolada Super Krówka i kanapka z hummusem od Wasa. Ekstra!

W styczniu mieliśmy zimę w Gdańsku. Było pięknie 🙂



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty − 17 =