Lifebook #9 – wrzesień

Cóż, mamy już prawie końcówkę października, a ja zabieram się za podsumowanie września. Jak to mówią, better late than never.

Wrzesień minął bardzo szybko i był bardzo przyjemny, głównie z powodu pewnej nowej znajomości, jaką miałam szczęście nawiązać :). Zaliczyłam mecz Polska – Ukraina w kickboxingu, koncert Masala Soundsystem, poznałam nowe, czadowe miejsca w Trójmieście.  Zaczęłam także sama chodzić na kickboxing (zajęcia dla kobiet) i spędziłam cudowne 2,5 dnia w ukochanym Berlinie. To tak w skrócie, zapraszam na fotorelację 😉

100cznia – moje odkrycie tego lata w Trójmieście

100cznia to przestrzeń zlokalizowana, jak nazwa podpowiada, na terenie stoczni gdańskiej. Kontery przerobione na małe knajpki i sklepy, leżaki, mała scena. I ten cudowny industrialny klimat. Miejsce nieogrzewane, więc otwarte (niestety) tylko w okresie letnim, zdążyłam być tam parę razy – na koncercie Masala Soundsystem, a później Goorala, jak i również bez okazji. Za każdym razem wracałam niesamowicie zauroczona.

Dobry Materiał

Uwielbiam hipsterskie oranżadki (Fritz Cola, Moon Brothers, Mr Dark, i Dobry Materiał), tym razem miałam przyjemność spróbować black yerba mate. Pyszna.

Gdynia

Pierwszy raz miałam przyjemność iść morsko-leśną trasą z początku Orłowa aż do Gdyni głównej. Parę kilometrów to jest i można się zmęczyć, ale jak pięknie 😀

Śniadanie

W kwestii śniadań nadal preferuję chleb i wegańskie analogi mięsa i sera 😛

Sushi

Regularnie przyrządzam i zjadam sushi, mam naprawdę dużo miejsca w żołądku na to. Ulubiona kompozycja: papryka, ogórek, gotowana marchewka, marynowane tofu <3

Stocznia nocą

Mówiłam już, że jestem zakochana w stoczni gdańskiej?

Kickboxing

Z początkiem września zaczęłam uczęszczać na treningi kickboxingu dla kobiet – jest czad. Kiedyś trenowałam boks i bardzo cieszyły mnie każde zajęcia, tutaj dodatkowo mogę sobie pokopać. Ogromne ilości endorfiny, wzrost pewności siebie i siły. Forma robi się sama 😉

22.09 w galerii Metropolia odbył się mecz Polska – Ukraina, wygrany zresztą przez Polskę. Miałam okazję zobaczyć parę walk – po raz pierwszy na żyw. Trochę jestem rozczarowana poziomem, myślałam, że będzie trochę więcej techniki po obu stronach. Zostanę jednak przy swoich treningach haha.

Nakd

Czyli zdrowa przekąska kosztująca grube hajsy (ok 5 zł za 30g paczuszkę). Lecę na wszystko, co ma w nazwie „słony karmel”. To było dość smaczne 🙂 Znalezione w Auchan

Park Oliwski

Obok morza to moje drugie ulubione miejsce, gdzie mogę być blisko natury. Czuję, że mogę się tam zrelaksować, uspokoić oczy, wypocząć (oczywiście, jak nie ma za dużo wrzeszczących dzieci). Ponieważ obecnie mieszkam dość blisko parku to staram się tam chodzić jak najczęściej <3

Wegański łosoś

W końcu! Nareszcie udało mi się skosztować hitu wegańskich internetów sprzed eee…chyba kilku miesięcy – wędzony łosoś z marchewki. Bardzo, ale to bardzo mi spasował, koniecznie muszę zrobić kiedyś sama, bo z tego co patrzyłam jest to dość proste. Próbowaliście?

Kolejna zdrowa przekąska, Rossmann

Trochę bawi mnie wszechobecny hype na zdrową żywność z naciskiem na superfoods. No, ale dzięki temu mogę jeść takie dobre rzeczy nieco taniej i mieć do nich dostęp w większej ilości miejsc. Jako fanka Rossmanna, kupiłam poniższe cudo właśnie w słynnej, niemieckiej sieciówce i zabrałam ze sobą w podróż do Berlina. Smakowało.

Berlin <3

Pojechałam drugi raz do Berlina w tym roku, korzystając z promocji w polskim busie. Dodatkowo, ogarnęłam sobie nocleg z couchsurfingu u przesympatycznej pary Niemców, co dodatkowo obniżyło koszty wyjazdu. Jak zwykle było bosko. Odwiedziłam ulubione miejsca – Vego Foodworld (naklejki pochodzą z ich łazienki), St.Oberholz – tam zjadłam pyszną kanapkę z batatem, bakłażanem i hummusem, Brammibal’s Donuts – wegańskie pączki to zawsze dobry pomysł… ;). Stestowałam także wegańskiego wrapa, który był smaczny i sycący (pomijając już fakt, że tofu zostało podsmażone na tej samej patelni, co wcześniej mięso :D). Dużo spacerowałam – przeszłam jednego dnia jakieś 15km, między innymi na trasie z Reinickendorf aż do Neukoelln. Z ciekawych przygód to przejechałam się w końcu S-Bahn Ring (41 i 42), tak, że zrobiłam pełne kółko dookoła Berlina – podobno robi się to tylko po pijaku :D; miałam też okazję zobaczyć pana palącego crack w czeluściach stacji metra.

 



2 thoughts on “Lifebook #9 – wrzesień”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five + 17 =