Lifebook #8 – sierpień

Jak ten czas szybko zapieprza. Ani się człowiek obejrzy, a tu już koniec sierpnia i jesień na horyzoncie. Z jednej strony mnie to przeraża, z drugiej cieszę się na nadchodzące chłodniejsze dni, trochę więcej deszczu i zmieniające się kolory lasu, na który mam widok z balkonu. Mam potrzebę bycia blisko natury od pewnego czasu i niesamowicie cieszy mnie obserwacja przyrody. Mam to szczęście obecnie, że mieszkam bardzo blisko dużego kompleksu leśnego, co sprzyja spacerom. Las, morze, generalnie natura bardzo mnie uspokaja i cieszy. To tam ładuję baterie, tam czuję się jak w domu. Myślę, że jak już będę chciała gdzieś osiąść, to będzie to drewniany domek w lesie :).

Sierpień był fajny, choć w sumie aż tak dużo się nie działo. Miałam jeden dość szalony weekend na Śląsku. Przyjechałam w piątek po południu, na 22:00 do kina na maraton horrorów, koniec o 6:30 rano :D. Dwie godziny snu (bo szkoda czasu), zakupy w najlepszym szmateksie (z 10 rzeczy za 19 zł, pozdrawiam), kawa z kumpelą, potem wyjazd do Katowic na 90 Festiwal (Tututu tururututu), powrót o 3:00, sen do 8:30 i początek podróży o 11:00 ;), powrót do Gdańska o 19:00. Przez dwa dni spałam jakieś 7 godzin – mniej niż tyle, ile śpię jednej nocy na co dzień. Było warto 🙂

Ten wyjazd, a w zasadzie podróż tam i z powrotem były również próbami cierpliwości dla mnie. PKP standardowo nie zawiodło pod tym względem ;). Zauważyłam, że coraz mniej denerwuję się rzeczami (zdarzeniami, zachowaniami), na które nie mam wpływu. Zastanawialiście się nad tym, jak często wkurzamy się na coś, co jest od nas kompletnie niezależne? Na przykład to, jaka jest pogoda, że autobus znowu się spóźnia, albo że ktoś zachowuje się nie tak, jak tego oczekujemy. Jakby na każdą z tych sytuacji spojrzeć kompletnie bez emocji, to widać gołym okiem, że nasza irytacja czy złość totalnie nic nie jest w stanie zmienić. A jeśli nie możesz czegoś zmienić, to po co się tym denerwować? I znowu, jeśli możesz coś zmienić – zmień to, po co się tym wkurwiać? 😉 Taką oto mam filozofię. Uważam również, że nie możemy zmienić drugiej osoby – to ona może sama zmienić swoje postępowanie, jeśli będzie tego chciała (moja mama przez większość swojego małżeństwa wierzyła w to, że mój tata się zmieni. Co zaskakujące, nie zmienił się).

Zawsze staram się znaleźć jakieś pozytywne aspekty sytuacji, w której obecnie się znajduję. Np. czekając prawie godzinę na to, aż pociąg ruszy z Katowic, cieszyłam się tym, że jest klima i mam jak podładować telefon 😀

W sierpniu byłam również na świetnym koncercie Forest Swords (z okazji festiwalu Solidarity of Arts). Bardzo smaczna i przyjemna elektronika. Staram się.w tym roku zaliczyć więcej koncertów, i jak na razie idzie mi dość sprawnie. Muzyka sprawia mi ogromną radość i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Też tak macie?

Dodatkowo, miałam wielką przyjemność gościć u siebie starego znajomego, który obecnie mieszka w Danii. Przywiózł mi wegańskie pyszności. Zeżarliśmy pizzę w Vegan Porcie i napiliśmy się pysznej Kenii z Drukarni.

Zaliczyłam także kąpiel w morzu i śniadanie na plaży. Było bombowo!

Robiłam dwa razy sushi i lepiłam pierogi z bobem. Dużo spacerowałam. Serendipity.

Z nowości jedzeniowo-kosmetycznych zakupiłam kokosowe masło do ciała z Bielendy, reklamowane jako vegan friendly – pachnie obłędnie, odżywkę do włosów Petal Fresh, i genialną białą czekoladę z pistacjami od Cocoa. Tak się napaliłam, że kupiłam masło kakaowe, żeby samodzielnie zrobić białą czekoladę. Pierwsza próba nieudana – użyłam cukru muscovado zamiast białego i cholera nie chciała się za nic w świecie roztopić. Nie popełniajcie mojego błędu 😉

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 + one =