Mąka pszenna z młyna w Szadku

Mam dla Was kolejną recenzję i kolejny produkt, który chciałabym Wam polecić z całego serca. Tym razem mąka z młyna w Szadku, niewielkiej miejscowości położonej w województwie łódzkim. Mąka ta powstaje bez dodatku żadnych popularnych w mąkach pszennych
wybielaczy, konserwantów, suchego glutenu – całej „chemii” która zamiast
polepszać, pogarsza jakość oraz walory zdrowotne. Mąka jest
grubszego przemiału, dzięki czemu nie pyli się i nie osiada na dłoniach.
Dodatkowo, dla młynarzy z Szadka ważne jest to, by działać w zgodzie z
ekologią – wobec czego rozwiązania energetyczne w młynie są zgodne z
ekologią i środowiskiem naturalnym.

Uwielbiam lokalne produkty. Czym starsza jestem, tym bardziej doceniam to, co wytwarzane jest w mniejszych ilościach, ekologicznie, na miejscu. Być może jest to mniej opłacalne dla producentów, ale idzie za tym coś głębszego, niż tylko chęć zarobku. Młyn w Szadku działa już od 1993 roku i jest oparty na wielopokoleniowej tradycji młynarskiej. 
Byłam mile zaskoczona, gdy po otwarciu opakowania zobaczyłam różnicę w wyglądzie mąki. Nie jest ona tak drobno mielona jak zwykłe mąki sklepowe. W kuchni praca z nią to czysta przyjemność. Nie wiem, o co chodzi, ale każde ciasto, każdy naleśnik czy samosa przygotowana z tą mąką wychodził tak, jak należy i był bardzo smaczny. Pieczenie bez jajek to dla mnie żaden problem, ale ciasto czekoladowe nie wyszło gumiaste i myślę, że to mogła być zasługa właśnie tej mąki.  Myślę, że gdybym miała dostęp do niej na co dzień, to z pewnością używałabym tylko jej. 
Młynarze, pomyślcie proszę o dostawie do Krakowa (i nie tylko)! 🙂
W trakcie testowania mąki przygotowałam między innymi samosy z nadzieniem z batatów i ciecierzycy, naleśniki oraz ciasto czekoladowe (przepis innym razem ;)).
Przepis na samosy jest banalny. 250 g mąki, łyżeczka soli, chlust oleju (jeśli potrzebujecie konkretów to około 60 g :-))) ) oraz woda – około 10 łyżek, tyle, żeby ciasto się dobrze zagniatało. Mi z tych składników wyszło około 8-10 samos, zależy, jak duże pierogi lubicie :-). Pieczecie w piekarniku lub smażycie na głębokim tłuszczu. Ale to nieważne. Nadzienie jest o wiele bardziej ekscytujące! 😀
Genialne nadzienie – do pierogów, naleśników lub jako pasta na chleb
 
2 średnie ugotowane bataty
2 szklanki ugotowanej ciecierzycy
odrobina oleju rzepakowego
przyprawy: sól, pieprz ziołowy, kumin (1 łyżeczka), garam masala(1 łyżeczka), czosnek w proszku, papryka wędzona – wszystkiego szczypta, chyba, że w nawiasie napisałam inaczej. 
Bataty i ciecierzycę tłuczemy tłuczkiem do ziemniaków (można też wrzucić do blendera, robota itp) oraz dodajemy olej i wszystkie przyprawy. Voila!
Z góry mówię, że samosy zostały pożarte nim zdążyłam zrobić zdjęcia 🙁

W zestawie, który otrzymałam od młynarzy, poza mąkami znajdowany się również kuchenne gadżety – pięknie dziękuję 🙂

Na zdjęciu poniżej widzicie naleśniki przygotowane z użyciem mąki z Szadka. Jako nadzienie – jarmuż duszony z czosnkiem. Do przygotowania ciasta naleśnikowego, poza recenzowaną mąką (+/- 2 szklanki) dodałam także 2 łyżki mąki z ciecierzycy (może być też kukurydziana lub zmielone płatki owsiane), sól, chlust oleju rzepakowego oraz wodę (tyle, żeby uzyskać konsystencję gęstszej śmietany, zawsze po usmażeniu pierwszego naleśnika to dostosowuję).
 

Więcej informacji na temat Młyna w Szadku znajdziecie na ich stronie: www.mlynszadek.pl



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

14 + fourteen =