Minimalistyczne brownie + co u mnie słychać

Cześć i czołem!
Zauważyliście już może, że nie kontynuuję cotygodniowych podsumowań treningowych. Już tłumaczę, dlaczego. Nie wystartowałam w Runmageddonie ani w maju, ani nie pobiegnę w czerwcu. Mój sparingpartner 😉 się rozchorował i nie da rady powalczyć w najbliższym czasie, a ja nie chcę biec bez niego. W związku z tym, ciśnienie na super regularnie treningi i ostre przygotowania gdzieś się rozmyło. Nie oznacza to oczywiście, że tylko siedzę na tyłku i żrę ziemniaki. To drugie to prawda, ale mniejsza o to 🙂
Jeśli chodzi o moją aktywność fizyczną to głównie rower do pracy i z powrotem (20 km dziennie), challenge przysiadowy (jestem gdzieś na 20 dniu, obecnie 190 przysiadów) i joga (Yoga with Adriene, polecam obczaić na YT) – w miarę możliwości codziennie. Od tygodnia mam krótką przerwę od jakichkolwiek ćwiczeń z powodu tatuaży. Przyznaję, robienie dwóch dość dużych dziar w niewielkim odstępie czasowym trochę mnie wymęczyło i obniżyło odporność. Obecnie okropnie męczy mnie suchy, paskudny kaszel. Jeśli macie jakieś sprawdzone patenty, chętnie poczytam.
Myślę że gdzieś za tydzień wracam na rower i całej reszty, muszę jedynie poczekać, aż udo się zagoi. Gdzieś po głowie chodzi mi też powrót na boks i pole dance, ponieważ tego typu zajęcia prowadzone są w okolicy mojego obecnego miejsca pracy.
Co do Runmageddonów – przesunęliśmy nasze starty na jesień. Planujemy 3.09 pobiec 12 km w Myślenicach, a w październiku zmierzyć się z Hardcorem na Śląsku (ciągle jeszcze nie wierzę, że to mówię :D).  
Ostatnie dni żyłam przede wszystkim tatuażami. Mogę pochwalić się pięknie ukwieconym prawym ramieniem i (nieco jeszcze czerwonym i spuchniętym) udem w szarościach (jest tam motyw muerki, czaszka, odwrócony krzyż, i takie tam :D). Jak tylko wszystko będzie zagojone, to pochwalę się i tutaj, a na razie możecie obejrzeć kwiaty na moim fejsie. Jeśli poszukujecie kwiatowych, zwierzęcych, realistycznych tatuaży, to polecam Marzana (studio Sauron Tattoo w Rudzie Śląskiej) – weganina z ponad 20-letnim stażem, przecudownego człowieka i mega zdolnego tatuażystę. 
Myślę o wpisie na temat wegańskich tuszy 🙂 
Dziś upiekłam rewelacyjne mini – brownie. Opierałam się na przepisie z mojej ulubionej strony Minimalist Baker, lekko zmodyfikowałam u siebie. 
minimalistycznie brownie (9 sztuk)
3/4 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki kakao
3/4 szklanki brązowego cukru lub 1/2 szklanki ksylitolu
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2 kopiaste łyżki nierafinowanego oleju kokosowego
1/2 szklanki wody
3-4 łyżki zmielonego siemienia lnianego, woda (ok 1/4 szklanki) – do zrobienia „jajka”
Do miski wsypujemy siemię, zalewamy wodą i ubijamy przez chwilkę. Dodajemy resztę suchych składników. W międzyczasie roztapiamy olej kokosowy i też dodajemy. Mieszamy całość i stopniowo dolewamy wody. Masa ma być bardzo gęsta. Przekładamy łyżką do foremek do muffinek (u mnie każda z foremek była wypełniona w ok 3/4)  i pieczemy 22 minuty w 200 stopniach. Zostawiamy w piecu do ochłodzenia. 
Brownie są chrupiące z góry i wilgotne w środku. Idealne <3


13 thoughts on “Minimalistyczne brownie + co u mnie słychać”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

15 + fourteen =