wegański fast-food – DIY

Tytuł posta może być mylący 🙂 nie mam zamiaru pisać o wegańskich odpowiednikach hamburgerów i pizzy, ale o wegańskich potrawach, których przygotowanie nie zajmuje wiele czasu.

Wegańskie gotowanie jest bajecznie proste – i przy okazji zazwyczaj tanie*. Nie kupujemy przecież składników, które w sklepie kosztują najwięcej: to przecież mięso i sery najczęściej są najdroższe. Zawsze zadziwiają mnie teksty w stylu “to co Ty jesz?”, “Ja nie wiem, co Ci ugotować” – tak jakby posiłek zawsze musiał składać się z mięsa czy nabiału!

 Kilka rad ode mnie jak zaoszczędzić czas na gotowaniu:

  • banalna formuła, która zawsze się sprawdza: warzywa, które mamy w lodówce + (fasole, które chcemy dodać) + kasza/ryż/makaron + ulubione przyprawy i dodatki = ekstra jedzenie; może się Wam to wydawać oczywiste, ale nie-weg*anie nie są często świadomi, że to takie proste! 🙂
  • wcześniej można ugotować kaszę/ryż/fasole i trzymać porcje w lodówce
  • wcześniej można warzywa pokroić w kostkę/paski i trzymać w lodówce
  • można zrobić więcej, podzielić na porcje i zamrozić/schłodzić w lodówce
  • najprostsze i najszybsze są dania jednogarnkowe (ja jestem ich fanką)
  • sypiemy gdzie popadnie: pestki dyni/słonecznika, sezam, zmielone siemię lniane, mak (jak ktoś lubi), otręby i zarodki (pszenne) – dzięki temu dostarczamy sobie dodatkowych ilości witamin i minerałów

 Dziś tyle 🙂

J.

*Oczywiście, jeśli kupujemy często i gęsto gotowe tofu, seitan, mleko sojowe i inne gotowe produkty sojowe, będące zamiennikami mięsa, to faktycznie – może to być drogie. Tylko po co tak robić? 🙂

pourlopowo…

Prawie miesiąc przerwy, bo między innymi byłam na wakacjach we Włoszech – piękne siedem dni u włoskiej rodziny, która miała swoje własne warzywa (cukinie, bakłażany, pomidory) i owoce (melony, figi, brzoskwinie). Obłęd…bardzo dużo zjadłam.

Wierzę, że kiedyś też będę miała swój ogród warzywno – owocowy! 🙂

Dzisiaj, zresztą tak jak i wczoraj, leje cały dzień. Deszcz jest fajny, ale nie wtedy kiedy ma się iść wieczorem na koncert na świeżym powietrzu! Podejrzewam, że Placebo zrekompensują mi taką pogodę 🙂

Weekend spędziłam sama, bo M pojechał do domu. Też dobrze 😉 Miałam czas nadrobić braki w gotowaniu. Wczoraj przyrządziłam eksperymentalną sałatkę z produktów Almy – z powodu pogody zrobiłam zakupy przez Internet i mili panowie dostarczyli mi wszystko aż na 3 piętro 🙂

Szałot składa się z:

– paczki kiełków fasolki mung
– kilku ogórków małosolnych
– garści świeżego szpinaku z Biedronki 😉
– sezamu
– natki pietruszki
– sosu – oliwa i ocet balsamiczny

Taka micha dostarczy nam m.in żelaza i witaminy C (pietruszka), wapnia (sezam), magnezu i kwasu foliowego (kiełki).

Do sałatki podałam placki dyniowo- ziemniaczane, smaczne, ale ich wygląd był mało reprezentatywny, dlatego nie będzie zdjęcia. Wydaje mi się, że dałam za mało ziemniaków lub też mam kiepską patelnię – bo mocno przywierały.

Na deser były kulki daktylowe – prosty i bardzo smaczny słodycz wegański. Są różne sposoby przyrządzenia takich kulek, ja znów eksperymentowałam 🙂 Paczkę daktyli gotowałam w odrobinie wody, przestudziłam, zmiażdżyłam łyżką, dodałam żurawinę i odrobinę zarodków pszennych, uformowałam kulki i obtoczyłam w kokosie. Do lodówki na godzinę. Uwaga – dalej są miękkie (mi to nie przeszkadza). Jestem ciekawa, jak długo zachowują świeżość – bo może będę robić takie cuda do pracy 🙂

Superprodukt na dziś

daktyle
– zawierają witaminę A, C, B1, B2 i PP, potas, żelazo, fosfor i magnez
–  mają wysoką wartość energetyczną – doskonałe źródło energii dla sportowców!
– bardzo słodkie – można je dodawać do deserów zamiast cukru, można je też jeść zamiast komercyjnych słodyczy
– mają właściwości przeciwbólowe i przeciwzapalne (zacznę je jeść jak będzie coś bolało 🙂 )
– w sklepie dostaniemy głównie suszone, ale warto szukać świeżych – są przepyszne; szukajcie tych niesiarkowanych
– suszone daktyle możemy namoczyć przed zjedzeniem
To na tyle, idę jeść kulki! 🙂
J.

Co jedzą weganie? Cz. 3 dieta dla pakera ;)

Nigdy szczególnie nie przejmowałam się jakoś bardzo ilością białka w mojej diecie – wcześniej, kiedy jadłam produkty odzwierzęce i dość regularnie ćwiczyłam, to starałam się jeść po treningu serki wiejskie/maślanki i jajka – ale jakoś bez szaleństw jeśli idzie o ilości.

Wiem jednak, że po ćwiczeniach należy zregenerować mięśnie – dostarczając mu nowych dawek budulca. Kiedy wraz z moim chłopakiem przeszliśmy na wegetarianizm, a krótko po tym na weganizm, to właściwie z jego inicjatywy zaczęłam interesować się roślinnymi źródłami białka. Muszę przyznać, że nie był to głupi pomysł 🙂 ponieważ oboje prowadzimy dość aktywny tryb życia i dużo ćwiczymy. Zrobiłam zatem krótki research w Internecie i oto, co znalazłam:

Ilość białka w gramach na 100 gram produktu

soja  34
soczewica 25
fasolka mung  24
groch  23,8
sezam 23
orzechy ziemne 23
ciecierzyca  20
migdały  20
pistacje 20
mak  20
otręby owsiane  18
pestki dyni  18
orzechy brazylijskie 14
tofu  12
kasza gryczana  12
płatki owsiane 11
kasza jaglana  10
kiełki soczewicy  9
wafle ryżowe 9
ryż brązowy 7

Jest tego trochę jak widać – a to przecież nie wszystko 🙂 Na jednej stronie znalazłam propozycję jadłospisu pod siłownię, niestety jak dla mnie jest ona za mało urozmaicona i białko czerpie głównie z soi i jej przetworów – a ja uważam, że nie trzeba się do soi ograniczać. Wegetarianie/weganie mają mały wybór gotowych odżywek w Polsce – jest tak naprawdę tylko białko sojowe (tu link – klik ), można oczywiście sprowadzać z zagranicy białka z grochu, konopi itp. – ale jest to droższa impreza. Poza tym, jak na razie jestem sceptycznie nastawiona do gotowych koktajli i batonów – chyba wolę zrobić je sama 🙂 Natrafiłam na ciekawy pomysł koktajlu białkowego na stronie ABC Zdrowie (tu link – klik ) i zmodyfikowałam składniki:

Na dwa koktajle (u mnie wyszły dwie większe szklanki, myślę że jedna to ok. 400 ml) potrzebne będą:

  • mleko sojowe lub inne roślinne 0,5 litra
  • banan – a najlepiej dwa
  • inne owoce – jakie mamy, takie wrzucamy
  • płatki owsiane (uprzednio namoczone) – na moje oko jakieś 100 gram
  • otręby dowolne 2 łyżki
  • jeśli mamy, to parę orzechów/pestek dyni/słonecznika

Ilość białka jaką dostarczymy organizmowi za pomocą jednej szklanki to około  15-17 gram, przy okazji koktajl ten stanowi świetnie zapychający posiłek, nie wspominając o tym, jakie to źródło witamin i minerałów.

Jeśli narzekamy na skurcze mięśni, nieodzowny będzie koktajl magnezowy 🙂

Na dwie takie same szklanki potrzebne będą:

  • kasza jaglana 100 gram
  • dwa banany
  • dwie łyżki kakao
  • dwie łyżki maku
  • szklanka (200 – 250 ml) mleka sojowego lub innego roślinnego

 Kaszę uprzednio gotujemy do miękkości (malutko soli!), wrzucamy do blendera i zalewamy mlekiem (najpierw należy dać część kaszy, może się okazać, że ugotowaliśmy za dużo 🙂 ), dorzucamy resztę składników i miksujemy. Smakuje obłędnie!

Pomyślałam sobie, że będzie super, jeśli wraz z każdym wpisem będę prezentować jeden produkt spożywczy, który jest wielce pożądany w diecie 🙂 Nazwałam ten cykl Superprodukt na dziś:

kasza jaglana

– jedyna wśród kasz jest zasadotwórcza,
– źródło
witamin z grupy B, lecytyny oraz minerałów: wapnia, fosforu,
potasu, żelaza
najlepsze źródło żelaza wśród kasz
– źródło pełnowartościowego białka
– polecana jest w chorobach trzustki, wątroby, jelit i nerek oraz w wyziębieniu
organizmu.
– zawiera krzemionkę – leczy stawy oraz wzmacnia i upiększa włosy, skórę i paznokcie (źródło tu – klik ).
 

 Jedzcie kaszę jaglaną! 🙂

J.

co jedzą weganie? cz.2 upały :)

W zasadzie miałam pisać o moich propozycjach na obiady, ale ponieważ zrobiło się ekstremalnie gorąco w Krakowie i nie tylko, pomyślałam, że warto pokazać, jak łatwo i przyjemnie można się schłodzić.

1. Co pić? To proste, wodę 🙂 najlepszy napój świata. Nasze ciało potrzebuje jej ciągle, można się zdziwić, ile dolegliwości spowodowanych jest niedoborami wody w organizmie. Tak, niedoborami! W jednej z mądrych książek przeczytałam, że bardzo wielu ludzi po 40-stce (coś w tym stylu) cierpi na chroniczne niedobory wody. Wodą można uleczyć np. ból głowy, zmęczenie, otępienie, senność (to często sygnały, które wysyła nam ciało, kiedy chce pić!). Wodę ciało bierze oczywiście też z warzyw, owoców i napojów, ale trzeba pamiętać, że kawa i herbata (czarna głównie) odwadniają.
Jeśli ktoś uważa, że woda jest bez smaku, proponuję dodać plasterek cytryny/pomarańczy, listek mięty.

Moja propozycja podania wody na upały to lemoniada:

– woda (dowolna ilość, niegazowana)
– mięta (listki, oberwałam około szklanki, ale tak naprawdę można dać ile się chce; ewentualnie można zaparzyć bardzo mocną herbatę miętową i rozcieńczyć wodą)
– cytryna (ja dałam połówkę, można wycisnąć, można pokroić w plasterki)
– odrobina cukru trzcinowego/słodu/miodu – co kto lubi

Do dzbanka/miski wsypałam listki mięty i zalałam wodą, odstawiłam na pół godziny. Następnie wyłowiłam zieleninę :), można parę listków porwać i zostawić w wodzie. Dodałam cytrynę i troszkę posłodziłam, wstawiłam do lodówki. Rewelacja 🙂

2. Co jeść? Na przykład lody 🙂 Mega proste w wykonaniu, potrzebny tylko blender i zamrażarka.

sorbet bananowo-malinowy:

-banany (dowolna ilość)
-maliny (dowolna ilość)

Miksujemy najpierw maliny, dodajemy banany. Przelewany do miseczek, zamrażamy. Resztki wylizujemy z blendera 🙂

lody czereśniowe (wegańskie oczywiście):

– czereśnie (dowolna ilość, umyte i wydrylowane, uwaga na robaki – to nie jest wegańskie 😉 )
– mleko sojowe (odrobina, zależy ile macie czereśni, gdzieś 50-100 ml; ja użyłam waniliowego z Biedronki)

Miksujemy czereśnie i dodajemy trochę mleka. Przelewany do miseczek i chłodzimy.

Plusów takich lodów jest cała masa:

  1. wiemy, co jemy! 
  2. nie ma tam zbędnego cukru
  3. nie ma tam składników odzwierzęcych (chyba, że nie sprawdzimy czereśni dobrze:) )
  4. ich przygotowanie trwa chwilę
  5. są pyszne! smakują tak jak owoce, bo to przecież są owoce 🙂 a nie sztuczne smaki, słodziki i konserwanty ze sklepu

Dziś bez zdjęć, bo niestety szybko poszło do brzucha wszystko…. 🙂

Na śniadanie zjedliśmy:

  • po jednej brzoskwini UFO 🙂
  • małe marchewki Marwitki
  • kaszę pęczak z bananem i morelami

Weganizm jest prosty, spróbujcie!

J.

co jedzą weganie? cz.1 śniadania

Mój chłopak jest świetny – nie dość, że podsuwa mi ciągle pomysły (m.in na blogowe tematy), to jeszcze potrafi mnie niesamowicie rozbawić (od około 15 minut próbuje wymówić poprawnie “szedł Sasza suchą szosą” – co chwilę się myli, a ja umieram ze śmiechu:) ). To, o czym chciałam napisać dziś, jest też propozycją mojego M. Powiedział, że jeśli ma się stosować do diety wegańskiej, to musi mieć plan – bo bez niego będzie jadł byle co. Pomyślałam więc, że i mój blog może na tym skorzystać 🙂
Chciałabym poniżej zaproponować moje propozycje na posiłki i przekąski (część z nich dostarczyła mi moja vegan buddy – Jagna  – dzięki! 🙂 )

Śniadania: najczęściej jem owsiankę (płatki górskie namoczone dzień wcześniej – na noc, rano odlewam resztę wody, dodaję mleko sojowe/ryżowe/migdałowe, rodzynki, słonecznik, pestki dyni i co jeszcze mam – może być żurawina, daktyle, figi, orzechy (wcześniej namoczyć!). Gotuję całość chwilę, pod koniec albo już do miseczki dodaję owoce – jakie tylko mam 🙂 najczęściej banany, ale mogą być jakiekolwiek inne.
Uwielbiam mleko sojowe waniliowe, jego zapach jest obłędny, a smak przypomina budyń 🙂

Jeśli nie owsianka, to zazwyczaj kanapki z chleba żytniego. Nie używam masła, więc smaruję je różnymi pastami – fasolową, pesto (bez sera), ajwarem, pasztetem (domowej roboty lub sklepowym – sojowym, soczewicowym), awokado (uwielbiam!) czy masłem orzechowym. Na to kładę oczywiście warzywa – pomidory, ogórki, rzodkiewkę, sałatę, do tego kiełki; na masło orzechowe można położyć banany lub plasterki jabłka. Czasem robię bruschettę – też z chleba ciemnego.

Powyżej widnieją kiełki fasolki mung i soczewicy made by Monia 🙂

Jestem wielką fanką koktajli zielonych – na razie dość ubogich składnikowo, bo zazwyczaj to tylko banan i szpinak, ale i tak jestem z siebie dumna 🙂 Pracuję nad tym, by były trochę bardziej skomplikowanie, ale to trochę trwa.
Dlaczego zielone koktajle? Bo są surowe. Co to znaczy? Ano to, że są kopalnią witamin i minerałów, bo nie są przetworzone. Mają w sobie enzymy, których potrzebuje nasz organizm. (Jestem zafascynowana dietą surową – ale żeby na nią przejść, potrzebuję jeszcze trochę czasu na przygotowanie się, dlatego myślę, że raw diet to temat na kolejny wpis ;-). Dużo informacji na ten temat znajdziecie na polskiej stronie Rawolucja.
Zielone koktajle to też świetny pomysł na to, jak zjeść duże ilości warzyw – bo do takiego koktajlu możemy wrzucić naprawdę wiele – szpinak/sałatę/jarmuż/seler/pietruszkę itp. Mamy bardzo pożywny i smaczny koktajl  o pięknym kolorze jak ten poniżej:

Co najlepsze – miksując banana i garść szpinaku, w ogóle nie czujemy tego drugiego!

J.

muffinki bananowe z orzechami :)

Desery  pozbawione rafinowanego cukru nie są takie trudne – o czym przekonałam się w czwartek. Korzystając z urlopu, upiekłam muffiny. Zmodyfikowałam dość znacznie przepis z internetu. Słodkości te są w 90% wegańskie (można zrezygnować z miodu i masła – zamiast niego olej):

1 szklanka mąki pełnoziarnistej
2 banany, najlepiej dojrzałe
orzechy – dowolna ilość 🙂 ja sypnęłam trochę orzechów w miodzie, które dostałam od przyjaciółki
1/4 kostki masła lub 1/4 szklanki oleju
łyżeczka sody oczyszczonej
mleko sojowe (waniliowe) – tyle, żeby masa była rzadka (ok 1/2-2/3 szklanki)
odrobina cukru trzcinowego

Roztopiłam masło w rondelku, wrzuciłam do niego banany pokrojone na plasterki i orzechy z odrobiną miodu, trochę przesmażyłam. Do miski wsypałam mąkę, sodę oczyszczoną i cukier trzcinowy. Następnie dodałam tam zawartość rondelka, wymieszałam, dodałam mleko sojowe stopniowo (ciasto ma się dać mieszać bez problemu, powinno być lekko lejące się). Niektóre kawałki banana zmiażdżyłam widelcem – tak, żeby część stała się ciastem, a część pozostała kawałkami banana 🙂 Przełożyłam do foremek i piekłam ok 20-25 minut. Wyszło jakieś 10 muffinek. Czas przygotowania: 20 minut plus pieczenie.

Banany i daktyle to tylko dwa przykłady owoców, które świetnie osłodzą wypieki. Oczywiście dajemy ze zamiast cukru, a nie obok 🙂

Jeśli chcemy się pozbyć białego cukru i jego pochodnych z diety, warto na początek zamienić słodycze na owoce świeże i suszone. Jestem wielką fanką ciemnych moreli suszonych na słońcu – to już chyba uzależnienie :). Poza tym – zrezygnować z napojów gazowanych typu coca cola, fanta, oranżada, napoje energetyczne. Czytajcie etykiety! 1 łyżeczka cukru to 4 gramy – jeśli każdy sprawdzałby sobie, ile puszka coli czy pepsi zawiera łyżeczek cukru, to jestem pewna, że mniej osób piłoby tego typu napoje. Najlepsza jest woda, czysta woda bez dodatków smakowych – co najwyżej plasterek cytryny/pomarańczy.

Tu możecie zobaczyć, ile kostek cukru jest w napojach gazowanych:

http://www.sugarstacks.com/beverages.htm

Jeśli chcecie się obudzić, to nie ma sensu pić pić red bulla czy coca-coli – to daje kopa tylko na chwilę, potem nadchodzi jeszcze gorszy dół. Zasypiasz? Najprawdopodobniej jesteś też odwodniony. Najpierw wypij dużo wody, a później, jeśli dalej chce Ci się spać – zrób sobie yerba mate, krótko parzoną zieloną herbatę lub w ostateczności espresso (bez cukru i mleka oczywiście).

J.

O drodze w bezmięsną dżunglę

Trochę przerwy było, bo duży ferment zasiany w mojej głowie 🙂

Od 14 maja nie jem mięsa. Tak postanowiłam i tak się stało. Ogólnie rzecz biorąc to nigdy nie jadłam go dużo (od czasu do czasu salami na pizzę, boczek do spaghetti carbonara, no i of course w domu – rodzice są na maxa mięsożerni). Od dłuższego czasu jednak flirtowałam z wegetarianizmem – pracowałam przecież cztery lata w barze wegetariańsko- wegańskim. Tak, zgadza się, jeśli chciałabym schudnąć za pomocą diety, na pewno nie byłaby to dieta Dukana 🙂
Zdarzyło się jednak, że w niedzielę, 13 maja obejrzałam w internecie film “Earthlings”. Wstrząsnął mną, zresztą każdy tego typu film wstrząsa, bo taki jest jego cel. Naprawdę, po obejrzeniu takich scen trudno patrzeć tak samo na schabowego, jak kiedyś.
Minęło parę dni, poczytałam w necie trochę więcej i zrozumiałam, że żeby nie być obłudnym wobec siebie i swoich poglądów, to należy przejść na weganizm, nie wegetarianizm. Co z tego, że nie jem mięsa, jeśli ciągle np. piję mleko od krów, które są faszerowane hormonami? Tego typu wątpliwości mam do teraz i powoli, stopniowo rezygnuję z produktów odzwierzęcych (moje ukochane kefiry, sery pleśniowe, mozarella etc.). Przejście na weganizm jest trudne, zwłaszcza jeśli było się czynnym mięsożercą – to na szczęście nie moje zmartwienie. Mimo to jest ciężko momentami, bo jestem przyzwyczajona do serów. Wierzę jednak, że te zmiany mają swój sens i są dobre. Weganie generalnie są zdrowsi 🙂 bo nie spożywają tylu niedobrych tłuszczów i nabiału, który niekoniecznie musi mieć pozytywny wpływ na nasze ciało. Mają niższy zły cholesterol (bo ten właśnie rośnie od produktów odzwierzęcych), rzadko bywają otyli. Mówię tu oczywiście o zdrowej diecie wegańskiej – bo można nie jeść mięsa, ale wcinać pączki/chipsy/słodycze na potęgę. Trzeba uważać :).

Mój wegetarianizm/weganizm ciągle raczkuje – nie zwracam jak na razie uwagi na żelatynę wieprzową (w sumie nie jadam galaretek ani jogurtów), na lecytynę sojową (rzadko jem czekolady i tego typu słodycze), dziś zjadłam rosół ugotowany na mięsie (nie miałam serca uświadomić tego mamie), nie wyrzucę mojej kurtki skórzanej. Już trudno – następnym razem będę wiedzieć, nie dajmy się zwariować.

Nie mam zamiaru nikogo namawiać do przejścia na wegetarianizm czy weganizm – to Wasza sprawa, co jecie. Myślę jednak, że warto zobaczyć film Earthlings (tu link – klik ) i warto choć trochę poczytać o tym, bo to naprawdę otwiera oczy na wiele kwestii.

PS: Ku pamięci – tak, ryby to też mięso. “Owoce morza” też.

bez cukru – to jest dopiero życie!

Jakiś tydzień temu, zainspirowana pewnym fantastycznym witariańskim blogiem (polecam!), postanowiłam, że nie będę jeść białego, rafinowanego cukru. Nie żebym wcześniej zjadała go w astronomicznych ilościach, ale jednak – był obecny w mojej diecie (często spożywałam go nieświadomie, o czym później).
Dlaczego nie warto jeść białego cukru? Oto, czego dowiedziałam się z wymienionego wcześniej bloga:

1. Cukier dostarcza pustych kalorii
2. Wypłukuje z organizmu witaminy i minerały (żeby strawić cukier, organizm mobilizuje wapń, sód, potas, magnez i inne- przez co te składniki ubywają z naszego ciała, pojawiają się niedobory, psują się zęby, kości itp.)
3. Nadmiar cukru magazynowany jest w miejscach takich jak biodra, uda, brzuch (już wiem, skąd tyle chętnych kobiet na zajęcia typu BPU 😉 )
4. Cukier upośledza też inne nasze narządy – mózg, nerki, wątrobę
5. Co najgorsze – cukier uzależnia, tak samo jak nikotyna czy alkohol. Niestety, jesteśmy do niego przyzwyczajani od najmłodszych lat.

Co zawiera biały cukier?
– chleb (!)
– jogurty “owocowe” i wszelkie inne desery jogurtowe, serki homogenizowane
–  lody
– słodycze
– gotowe dania
– napoje gazowane, napoje energetyczne, część soków
– chipsy inne niż solone
– gotowe musli, płatki “fitness”
– fast-food

…i wiele, wiele innych produktów, których teraz nie jestem w stanie sobie przypomnieć.

Jak widać, sprawa jest poważna. Co można zrobić żeby zminimalizować/wyeliminować biały cukier ze swojej diety? Przede wszystkim zacząć czytać etykiety – co jest w składzie produktu, który chcę kupić. Spójrzmy na czekoladę – tam praktycznie zawsze na pierwszym miejscu jest cukier – co oznacza, że jest go najwięcej. Ja zaczęłam dodatkowo (już jakiś czas temu):
– gotowe musli zamieniłam na płatki owsiane górskie – robię owsiankę, dodaję orzechy, suszone owoce
– chipsy – staram się jeść tylko solone 🙂
– z napojów gazowanych – tylko woda, energetyków nie ruszam, soki tylko 100%
– obiady gotuję głównie w domu
– jeśli mam ochotę na fast food, robię frytki w piekarniku lub przyrządzam je sama, krojąc ziemniaki
– kupuję chleb w dobrych piekarniach, a od dziś piekę także sama (o tym w następnym wpisie)
– zrezygnowałam z lodów i słodyczy – zamiast tego mam zamiar przyrządzać domowe smakołyki. Oto, co udało mi się stworzyć dziś:

Są to domowe lody. Bazą jest witariański przepis na budyń czekoladowy – 4 łyżeczki kakao, dwa średnie banany, jedno dojrzałe awokado i woda. Ja dodałam jeszcze wiórki kokosowe. Całość zmiksowałam w blenderze i zamroziłam. Mniam! Jest oczywiście mało słodkie (można dodać np. stewii, melasy, albo innego dobrego cukru :).

Temat życia bez cukru będzie się tu regularnie pojawiał, ponieważ chciałabym się dzielić moimi pomysłami na potrawy/desery bezcukrowe oraz wrażeniami po kolejnych tygodniach takiej diety.

J.

Oda do placków ziemniaczanych

Nadchodzi sobota – a ja robię placki ziemniaczane.

Ważne jest, żeby dostać na targu duże ziemniaki – żeby się łatwiej tarło. Wybieram tarkę z grubym oczkiem – wtedy paseczki ziemniaka się tak cudownie spieką i są chrupiące. Po starciu odpowiedniej ilości bulwy solę i odstawiam na  jakieś 15 minut, żeby puściła sok. Wtedy odciskam jego nadmiar, jeszcze raz trochę solę, dodaję pieprzu, czosnku, papryki, ze dwie łyżki mąki. Mieszam dokładnie i kładę łyżką po trochu, formując placuszki, na rozgrzany olej oczywiście. Smażę z obu stron na jasnobrązowo. Odsączam nadmiar tłuszczu (!).

M każe poinformować, że on lubi cienkie i mocno wypieczone placki – takie więc smażę dla niego 😉

Co można dodać do takich placków? Puryści, tacy jak mój tatuś, jedzą je solo, ewentualnie popijając maślanką. Ja lubię podawać je z czymś, co trochę je ożywi, odtłuści – jak np. jogurt sojowy z przyprawami lub sałatka (sałata zielona, pomidorki koktajlowe, papryka, ogórek). Dobrym pomysłem jest też dodanie do masy ziemniaczanej innego składnika – jak pieczarki, marchew, papryka czerwona, cukinia.

Nie oszukujmy się, placki to nie jest danie niskokaloryczne. Ziemniak jest warzywem, które po usmażeniu ma bardzo wysoki indeks glikemiczny. i z pewnością zdążył wchłonąć dużo tłuszczu na patelni.
Jeśli będziemy jeść placki codziennie, to prędzej czy później przybierzemy na wadze, a nasz żołądek się wkurzy. Myślę jednak, że raz na tydzień parę placków nie zaszkodzi, a jeśli podamy do nich czosnkowy sos z nerkowców i sałatkę z pomidorów i papryki (witaminy, enzymy, minerały), to uda się zniwelować zgubne skutki jedzenia tego, co smażone i złe (w tym przypadku placków ziemniaczanych).

Jeśli ktoś (tak jak ja) uwielbia jeść chipsy ziemniaczane, to może potraktować jedzenie od czasu do czasu placków jako zdrowszą alternatywę. Dlaczego zdrowszą? Bo widzimy, co jemy – sami to przyrządziliśmy. Wiemy, ile dodaliśmy oleju (oraz że go trochę odsączyliśmy), czy jakie są składniki.

Idąc tym tropem, można pokusić się o przyrządzenie domowych chipsów. Jest to trochę bardziej czasochłonne, dlatego jak na razie ograniczam się do placków. Kto wie, może któregoś dnia rozpocznę produkcję domowych lay’sów 🙂

J.

Na początku było słowo…wstępne

Dobry wieczór 🙂

Wydaje mi się, że większość z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielką rolę w naszym życiu odgrywa jedzenie. A to przecież przez odpowiednie jedzenie możemy wyleczyć się z choroby. Możemy schudnąć. Możemy poczuć się lepiej. Możemy sprawić, że zmniejszy się cellulit 🙂
Złe jedzenie natomiast doprowadza nas do śmierci – to stwierdzenie może wydać się przesadą, ale moim zdaniem tak właśnie jest. To jedzenie przecież (i oczywiście tryb życia, często powiązany z tym, co jemy) odpowiada za nadciśnienie, cukrzycę, nagromadzenie toksyn i tak dalej.
A co jeśli ktoś lubi jeść? Ja uwielbiam – i muszę się przyznać, że myślę o tej czynności bez przerwy (jestem pewna, że we śnie też). Czy żeby być zdrowym, jesteśmy skazani na rygorystyczną dietę do końca życia? W pewnym sensie tak – ale taka “dieta”, którą raczej określiłabym stylem życia, może być bardzo smaczna i niekoniecznie ograniczająca – wystarczy zrozumieć co jest dobre dla naszego brzucha i reszty, a co nie.

Od paru lat żywo interesuję się tematyką zdrowego odżywiania się, żywności ekologicznej, lokalnej, żywności wpisującej się w nurt slow-food. Informacji na ten temat jest ogrom, trzeba dobrze wybierać, żeby nie zwariować. Warto się tym interesować – naprawdę. Warto czytać etykiety produktów. Warto wiedzieć, co jest w jogurcie, który chcę właśnie kupić (tak, to ukłon w stronę pani Kasi Bosackiej 🙂 ).

Chciałabym, żeby ten blog przede wszystkim dawał mi motywację do ciągłego poszukiwania informacji, próbowania nowych potraw, gotowania dobrych posiłków. Jeśli i Wy przy tym będziecie się dobrze bawić – to świetnie 🙂

PS: Ponieważ jest piątek, a jak wiadomo “piątek – tygodnia koniec i początek” – czas imprez i picia piwa z przyjaciółmi – polecam piwo lokalne, aktualnie moje ulubione:  Śliwka w Piwie 🙂

J.