Superfoods z ogrodów, łąk i lasów – recenzja

„Superfoods z ogrodów, łąk i lasów” to już kolejna pozycja z wydawnictwa Muza, którą mam przyjemność recenzować. Tym razem będzie o lokalnej superżywności – roślinach, które rosną w naszych ogrodach, łąkach i lasach. Babka lancetowata, jarzębina czy zwyczajna koniczyna – okazuje się, że to, co dotychczas uznawałam za zwyczajnie rosnącą roślinę czy nawet chwasta, jest skarbnicą witamin i minerałów.

Co bardzo podoba mi się w tej książce, to lokalne i sezonowe podejście do żywności. No jasne, możemy wydawać kupę kasy na jagody goji czy spirulinę (swoją drogą lubię i to, i to), ale możemy podczas spaceru do lasu znaleźć jakieś lokalne zielsko, które zjemy i będziemy tak samo zdrowi. Oszczędzamy kasę i jesteśmy ekologiczni. Win-win.

Książka zawiera w sobie opisy roślin oraz pomysły na przepisy kulinarne z ich wykorzystaniem. Lubię połączenie teorii i praktyki, z tym że uważam, że przepisy są czasami zbyt przekombinowane (ale to może moje lenistwo kuchenne się odzywa). Mamy też podział na pory roku. Potrawy nie są wszystkie wegańskie, jest nawet bulion na kurze, ale to nie jest duży problem – przecież wszystko da się zweganizować.

Co jest bardzo przydatne, to masa informacji na temat każdej rośliny: właściwości zdrowotne, co zbierać lub w jaki sposób spożywać. Brakuje mi jeszcze nieco większych zdjęć ziół po to, by móc z książką chodzić po lesie czy łące i samodzielnie zbierać.

Tak jak wspominałam, przepisy kulinarne są dla mnie troszkę za skomplikowane (choć zdjęcia wyglądają obłędnie smacznie), po prostu lubię krótszy spis składników 😉 Zainspirowałam się jednak z pewnością i przyrządziłam banalną lemoniadę z kwiatów bzu czarnego.

Potrzebujecie kwiatów bzu czarnego (co chyba oczywiste… :D), należy je obrać w miarę dokładnie z gałązek (= zależy nam na kwiatach, nie zielonych elementach), bez zgniłych części czy robaczków. Ja miałam około 15 kwiatów, to zalałam wrzątkiem (1,5 l). Dorzuciłam gałązkę świeżego rozmarynu oraz świeżą werbenę (może być mięta, melisa, co tylko lubicie). Odstawiłam na noc, rano odcedziłam. Przelałam większość do słoika i schowałam do lodówki, a jakąś szklankę zostawiłam. Napar jest dość intensywny, więc dobrze go rozrzedzić wodą (1:1 u mnie). Można dodać cytryny, pomarańczy, cukru lub miodu, kostek lodu <3



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 − eight =